|
|
Mr. Valckx, thank you and good luck!
15 maj 2012
|
Z końcem czerwca zakończy się blisko dwuletnia współpraca Wisły Kraków ze "Stanem" Valckxem - bezsprzecznie najlepszym dyrektorem sportowym, jaki kiedykolwiek pojawił się w polskiej piłce nożnej. W naszym kraju wciąż wiele osób nie odróżnia tej profesji od zwykłego działacza, ale w najlepszych klubach Europy, to właśnie od dyrektora sportowego zaczyna się budowanie drużyny. Eksperyment Bogdana Basałaja "na tu i teraz" nie wypalił! Z trójki, która nadawała kierunku rozwoju Wisły pozostał sam Valckx. Z związku z powstałym kryzysem finansowym, klub będzie dążył do zmiany polityki personalnej. Czy w nowym mechanizmie znajdzie się miejsce dla Holendra? Szczerze wątpię.
Dwa lata temu „Newsweek” opublikował świetny tekst, zatytułowany "Latający Holender". Żurnaliści w taki sposób przedstawili tego dżentelmena: "Stan" Valckx sprawia wrażenie człowieka, dla którego telefon komórkowy stał się częścią ciała. Nawet, kiedy wyciąga rękę na powitanie, w drugiej trzyma telefon. Ledwo zdąży wypowiedzieć zwyczajowe: "Miło cię poznać" a już rozlega się dzwonek komórki. Ze słuchawką przy uchu chodzi w kółko i rozmawia przez kilka minut. Kiedy w końcu uda mu się usiąść przy stoliku i zamówić kawę, telefon dzwoni po raz kolejny. W najgorętszych tygodniach transferowej karuzeli dyrektor sportowy Wisły Kraków nosi dwie zapasowe baterie, gdyż dziennie odbiera kilkaset połączeń." Mimo sytuacji, w jakiej znalazła się Wisła, wciąż darzę "Stana" ogromną sympatią i szacunkiem. Moja optyka zupełnie się nie zmieniła przez te dwa lata.
Bazując na swoim – mitycznym już notesie, zdołał ściągnąć do Wisły kilku naprawdę bardzo dobrych zawodników. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że piłkarze przychodzili za bardzo małe pieniądze lub na zasadzie wolnego transferu. Melikson, Pareiko, Genkov, Biton - to przykłady niesamowitych koneksji Holendra. Kontakty, kontakty i jeszcze raz kontakty. Były Reprezentant Holandii - uczestnik finałów MŚ 1994 - ma świetne rozeznanie, jeśli chodzi o zawodników. Nota bene w PSV Eindhoven, pracował na stanowisku dyrektorskim z samym Guusem Hidinkiem. To stanowi reklamę samą w sobie. Co prawda, zdarzały się transferowe niewypały, jak Sergie Branco, czy Nordin Boukhari. Myślę jednak, że "Stan" nie docenił wówczas poziomu polskiej ligi. Zdarza się. Jednak byłego dyrektora PSV Eindhoven poważają znaczący menedżerowie na świecie, a to - z roku na rok procentuje.
Valckx chciał sięgać także po Polaków. W okienku letnim ubiegłego sezonu zaplanował pozyskanie kilku - m. inn. Wasilewskiego, czy Baszczyńskiego. Na przeszkodzie stawały jednak pieniądze, czy blokady transferowe Bogusława Cupiała. Zmiana priorytetów odnośnie pozyskiwanych piłkarzy nie przeszkodziła w wywiązaniu się z podpisaniem kontraktów w terminie. Bazując na transferach bezgotówkowych, Holender zdołał pozyskać zawodników, którzy byli o krok od awansu do Ligi Mistrzów i wywalczyli awans do 1/16 Ligi Europejskiej. Spory sukces – na tle kompromitacji Wisły Kraków w poprzednich latach, który mimo okoliczności, został przyjęty społecznie jak porażka. Niesłusznie!
Z chwilą klęski z Apoelem, bańka mydlana jednak prysła. Zmianie uległa optyka na rzemiosło Valckxa. Powstał gigantyczny deficyt budżetowy. Trzeba było znaleźć winnych. Na pierwszy ogień poszedł właśnie Dyrektor Sportowy Wisły. Za zarzut zniesławienia o ferowanie piłkarzy od menadżerów, z którymi Valckx ma układy, zgnity moralnie Antoni Piechniczek został pozwany do sądu. W pewnym momencie Valckx stał się jednak ofiarą własnych słów. Zapytany przez Mateusza Borka o konieczność wzmocnień, odparł tylko, że kadra jest wystarczająco wyrównana i silna, by walczyć w europejskich pucharach i w lidze. W rzeczywistości, Wisła Kraków nie przeprowadziła w okienku zimowym żadnego transferu, funkcjonując w pogłębiającym się kryzysie finansowym. Profesjonalna wypowiedź Holendra, zatajająca problemy finansowe klubu, stała się jego własnym katem. Miał świadomość braków personalnych w defensywie. Nie ujawnił ich, broniąc swoich przełożonych i polityki klubu.
Dżentelmen z Holandii dokonał jednak jeszcze jednej rzeczy, czegoś, co nie udało się żadnemu jego poprzednikowi - uporządkował skauting. Wreszcie „Biała Gwiazda” miała sieć skautów z prawdziwego zdarzenia. Byli oni porozsyłani po całej Polsce, w celu poszukiwania młodych talentów. W ten sposób pozyskano m.in. Piotra Karłowicza czy też Łukasza Rojewskiego. Wisła miała także pięciu skautów, rozmieszczonych po całej Europie. Gdy jakiś piłkarz wpadł w oko jednemu z nich, wszyscy skauci oglądali go po kolei. W przypadku pełnej afirmacji, płyty DVD trafiały do Roberta Maaskanta, który oceniał, czy dany zawodnik pasuje stylem gry do jego wizji funkcjonowania zespołu.
"Stan" był symbolem profesjonalizmu i perfekcjonizmu, wprowadzenia w Krakowie europejskich standardów, powiewem zachodniej jakości w polskiej piłce nożnej. Każdy transfer był dokładnie zaplanowany. W razie niemożności przeprowadzenia – przygotowany był plan awaryjny. Wszystko zawsze dopięte na ostatni guzik. Jakość, klasa i rzeczowość – to wyznaczniki fachu i rozumności Holendra.
Z końcem czerwca wygasa kontrakt dyrektora. Czy w przebudowywanej Wiśle znajdzie się dla niego miejsce? Wątpię. Jednak czuję, że prędko znajdzie pracę w innym, europejskim klubie. Na pewno „Białej Gwiazdy” nie stać, by zaoferowała mu umowę na podobnych warunkach, co poprzednio. Jednak nie pieniądze są tu głównym problemem. Nie od dziś wiemy, że dwór Boguslawa Cupiała, pełen był doradców, przeciwnych pracy Holendrów. To oni w znacznym stopniu wpływają na decyzje wlaściciela "Tele-Foniki", kreując politykę personalną.
Casus Valckxa jest typowym przypadkiem mentalności w Polsce. Jednego dnia jesteś wynoszony na piedestał, by drugiego zostać sprowadzonym na samo dno. Zabrakło cierpliwości, konsekwencji, zaufania. Wierzę jednak, że Holender jeszcze zabłyśnie w Europie, zamykając tym samym usta wszystkim swoim oponentom. Stan, dziękuje i powodzenia! Wszystkiego dobrego! |
|
Komentarzy:
1
|
|
Orest Lenczyk – czapki z głów!
07 maj 2012
|

Śląsk Wrocław został piłkarskim Mistrzem Polski sezonu 2011/2012r. Wielki sukces nestora polskich trenerów, Oresta Lenczyka. Daria Kabała w wywiadzie dla Canal+ powiedziała: „gdybym miała na głowie czapkę, to zdjęłabym ja przed Panem”. Muszę się pod tymi słowami podpisać. Pan trener Orest Lenczyk stworzył kawał historii z udziałem wrocławskiego klubu.
Do tej pory, Mistrzostwo Polski zdobył tylko raz, z Wisłą Kraków w 1978r. Dwa lata później, pracując już jako trener Śląska, zdołał osiągnąć z klubem trzecie miejsce. Przygoda w europejskich pucharach zakończyła się wówczas dla WKS-u dość szybko, bowiem odpadł już w pierwszej rundzie ze szkockim Dundee United. Na kolejny tytuł Mistrza Polski, klub czekał od 1977r.. Blisko 35 lat. Obecnie Orest Lenczyk legitymuje się bilansem 558 meczów w roli trenera klubów ekstraklasy (w tym 223 zwycięstwa, 164 remisy, 170 porażek, bramki 691-575). Jest to wynik rekordowy spośród szkoleniowców prowadzących zespoły w historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Dziś Śląsk świętuje tytuł, jutro już musi zacząć myśleć o europejskich pucharach, a w nich, z takim budżetem, o jakikolwiek sukces będzie ciężko...
P.S. Dziś wpis w formie newsa.
|
|
Komentarzy:
6
|
|
Gdzie jest Franek "Łowca bramek"?
05 maj 2012
|

W 2006r., gdy Paweł Janas ogłaszał nominacje do kadry na Mistrzostwa Świata w Niemczech, kibice w Polsce zadawali sobie te pytanie. Dziś, po sześciu latach od tamtego wydarzenia, wobec decyzji Franciszka Smudy – fraza ta wciąż pozostaje aktualna. Tomasz Frankowski nie pojedzie na Euro 2012 jako aktywny zawodnik, ale jako trener napastników. Efemeryda we współczesnym świecie piłkarskim...
W zeszłym sezonie Tomasz Frankowski sięgnął po koronę Króla Strzelców Ekstraklasy. W tym, z piętnastoma bramkami zajmuje drugą pozycję. Wyprzedza go jedynie fenomenalny Artjom Rudnevs. Świetne uderzenie, spryt, cwaniactwo boiskowe, inteligencja i czucie gry – to cechy, które zawsze go charakteryzowały. Lata mijają, a "Franek" pozostaje taki sam. Zaryzykuję nawet tezę, że jest takim "polskim Raulem". Mimo wieku, który w profesjonalnej piłce mógłby go marginalizować, wciąż jest na topie. Po prostu ma w sobie to coś, co musi mieć klasowy napastnik. Tego czas nie jest w stanie zniszczyć.
Parę miesięcy temu, Selekcjoner Reprezentacji Polski, Franciszek Smuda wyznał publicznie: „Franek ma już swoje lata. Tempo wielkiego turnieju mogłoby być dla niego zbyt wysokie”. Smuda kpił, czy o drogę pytał? Przy biedzie polskich napastników, zabranie piłkarza Jagielloni było wręcz koniecznością. Pierwszym wyborem bez dwóch zdań jest Robert Lewandowski. I będzie jeszcze na lata. Drugim, Paweł Brożek – z racji ogrania i zasług dla kadry w ostatnich meczach. Warto tylko wspomnieć spotkania z Argentyną, czy Niemcami. Co prawda, w piłce klubowej ostatnimi czasy nie dogrywa żadnej roli. Jeden gol w Trabzonie i absencja w meczach Celticu nie napawa optymizmem. Jednak wierzę, że „Broziu” w meczach o stawkę, pokaże charakter. Jemu ta gra w Reprezentacji zwyczajnie się układa. Od lat. Trzecim wyborem mógłby być właśnie Tomasz Frankowski. Wchodziłby na ostatni kwadrans spotkania, niczym w eliminacjach do Mundialu w 2006r. Historia turniejów z udziałem „Biało-Czerwonych” pokazuje, że jokerzy odgrywali sporą rolę. Jak chociażby rezerwowi, którzy pokonali w Korei , USA 3:1 Któż nie pamięta, ile ożywienia do gry wprowadziło wejście na boisko Ireneusza Jelenia, w meczu z Ekwadorem w Niemczech? To tylko przykładowe wycinki z historii, które zdają się potwierdzać moją tezę.
Konia z rzędem temu, kto znajdzie reprezentację na świecie, w której czynny zawodnik ma za zadanie szkolić napastników. Przynajmniej ja takiej nie znam. Może się mylę? Nie wiem. W każdym razie, jeśli ktoś zna taką i mi ją przedstawi, to zyska uznanie. Nota bene, nie obrażając Frankowskiego, do którego mam wielki szacunek, pragnę jedynie zadać pytanie – czego on może nauczyć Roberta Lewandowskiego? Grał w Lidze Mistrzów? Zdobył Mistrzostwo Bundesligi? Czy poczuł smak wielkiej piłki? Odpowiedź oczywista. Tomasz Frankowski to bardzo dobry polski rzemieślnik, z którego robienie nauczyciela, podczas kiedy mógłby spokojnie założyć koszulkę z orłem na piersi, jest naiwne. Zwyczajnie pozbawione sensu.
Smuda jednak ma swoją wizję. Upór, ambicja kierowanie się emocjami przy podejmowaniu decyzji – to wyznaczniki jego pracy od lat. On bierze odpowiedzialność za zawodników, których powołuje. W razie porażki na Euro 2012, sankcja społeczna będzie ogromna, bo już parę miesięcy temu roztrwonił całe zaufanie kibiców, którym darzyli go przez lata.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Wciąż bardziej obcy.
03 maj 2012
|
„Ktoś znów wczoraj mówił mi:
Trzeba przecież kochać coś, by żyć
Mieć gdzieś jakiś własny ląd
Choćby o te dziesięć godzin stąd(...)"
... Śpiewał kultowy polski zespół "Lady Pank". Czwartek, 03. Maja 2012r. 36 dni do rozpoczęcia Euro 2012. Atmosfera jest beznadziejna, pełna pogardy i przepełniona defetyzmem. Myślę, że nie tak wyobrażali ją sobie wszyscy optymiści i zwolennicy organizacji turnieju w Polsce i na Ukrainie. Sytuacja polityczna, organizacja, pozbawione szacunku do kibica relacje publiczne i prowincjonalna promocja turnieju, wywojują właśnie takie, a nie inne nastroje. Najbardziej zastanawia mnie fakt, że dla tak dużej ilości osób, ta kadra wydaje się obca. Jakby zanikło gdzieś poczucie tożsamości i identyfikacji z zespołem narodowym. Przyznam się, że i mnie to dotknęło. Pytanie, zatem o przyczynę?
Największą rolę w psuciu atmosfery odgrywa od lat Polski Związek Piłki Nożnej. Na pierwszy plan wysuwają się afery: korupcyjna, z orzełkiem na piersi, z kartą kibica, niewłaściwą dystrybucją biletów, kibolami i Meliksonem. Całości dopełnia wizerunek Grzegorza Laty – pełen ignorancji, pogardy i kpin z kibiców. Jakże żenująco brzmiały słowa Prezesa, który zapytany o miejsce spotkania finałowego Pucharu Polski, odparł: "to może Bydgoszcz". Lato zażartował sobie z sympatyków futbolu, zapominając poniekąd, że zeszłoroczne wydarzenia po zakończeniu finału Pucharu Polski, stanowią przede wszystkim jego zawodową kompromitację.
Skupmy się jednak na samej kadrze narodowej. To ona stanowi centrum zainteresowania i koncentrować będzie uwagę całego świata. W przeprowadzonym przeze mnie kilka miesięcy temu badaniu opinii publicznej, tylko 5% ankietowanych uznało Reprezentację Franciszka Smudy za najbliższą swemu sercu, ze wszystkich dotychczasowych w ostatniej dekadzie. To dramatycznie mało. Przyczyn należy szukać w podejściu samego trenera – podwójnej moralności, kierowaniu się emocjami przy dokonywaniu wyborów personalnych, pozbawionych logiki. Reprezentacja 38-milionowego narodu jest własnością wszystkich Polaków, dlatego jako kibic, miałem prawo domagać się, by biało-czerwone barwy reprezentowali najlepsi rodacy. Wczoraj została ogłoszona szeroka kadra na Euro 2012. Brak Artura Boruca, Michała Żewłakowa, Tomaszów: Kuszczaka i Frankowskiego, czy Sławka Peszki to karygodne pominięcia najlepszych na te chwilę Reprezentantów Polski.
Smuda doprowadził do sytuacji, w której drużyna narodowa oparta została na "Polakach ze świata". Jestem kosmopolitą i nie przeszkadzałoby mi to, ale... Zawsze w takich chwilach debata społeczna wymusza pytanie o motywację? Nie czuję się władny oceniać czyichś serce, czy myśli. Tym niemniej zastanawiam się, ilu piłkarzy z podwójnym paszportem, chciałoby grać dla Polski, gdyby szansę otrzymali również w drugich krajach. Ilu z nich interesowałaby Polska, gdyby nie organizacja Euro 2012? Na to pytanie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Selekcjoner krytykował publicznie krakowską Wisłę za politykę kadrową. A spytam wprost – w czym odmienne jest jego zachowanie? Nota bene, klub to nie reprezentacja. Tam można sobie pozwalać na więcej.
Podejście Smudy do świata i ludzi to odrębna kwestia. Obrażanie swoich poprzedników, piłkarzy i kibiców, wywołuje niechęć sympatyków futbolu. Obecny selekcjoner nie osiągnął nawet w połowie tyle, co Leo Beenhakker, a mimo to, przy każdej okazji pozwalał sobie na publiczne docinki pod jego adresem. Szok.. Tym się różnią ludzie z klasą, z poczuciem własnej wartości, że potrafią docenić – własnych przeciwników, czy oponentów, którzy ich atakują. Smudzie tego brakuje. Eufemistycznie rzecz ujmując.
Całości negatywnego podejścia do Euro 2012 i kadry, dopełnia prowincjonalna promocja turnieju. Przaśna kampania reklamowa Biedronki, kobiety w strojach ludowych śpiewające oficjalną piosenkę Reprezentacji Polski, czy zachowanie kibiców w Warszawie, którzy na meczu międzynarodowym wygwizdali Cristiano Ronaldo, to tylko najdelikatniejsze z oznak tego zjawiska. W związku z sytuacją polityczną-społeczną na Ukrainie, bojkot turnieju zapowiedzieli niektórzy politycy europejscy. To wymusza pytanie,, czy polityka powinna ingerować w sport. Jednak to już temat na odrębną dyskusję, wręcz debatę społeczną, którą z tego miejsca pragnę zapowiedzieć.
Te syntetyczne wyliczenie, to tylko fragment większej całości – przyczyn niechęci kibiców do własnej Reprezentacji Narodowej. Tu nie chodzi o akceptację sympatyków sukcesu, ale zrozumienie ich buntu przeciwko naruszeniu pewnych fundamentalnych zasad, którym chce się kibicować. Dlatego kadra przez ostatnie miesiące była, jest i będzie w najbliższym czasie...
"Wciąż bardziej obca"...
|
|
Komentarzy:
3
|
|
Czas ostatecznych wyborów...
01 maj 2012
|
Już jutro Selekcjoner Reprezentacji Polski, Franciszek Smuda w obecności mediów ogłosi 26-osobową kadrę na Euro 2012, z kolei ostateczną, 23-osobową, PZPN musi zatwierdzić w UEFA 29. maja, po spotkaniach towarzyskich z Łotwą i Słowacją. Poniżej moje ostateczne szerokie zestawienie, a także skład na mecz otwarcia z Grecją, ustalone na podstawie indywidualnej obserwacji, uwzględniając: czas selekcji, możliwość negocjacji z zawodnikami, ich występy w piłce klubowej oraz reprezentacyjnej. Jednocześnie mam świadomość, że część z tych wyborów, na chwilę obecną jest nierealna.
Bramkarze: Artur Boruc (Fiorentina), Wojciech Szczęsny (Arsenal), Tomasz Kuszczak (Watford F.C)
Obrońcy: Łukasz Piszczek (Borussia), Marcin Wasilewski (Anderlecht), Damien Perquis (Sochaux), Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor), Grzegorz Wojtkowiak (Lech), Michał Żewłakow (Legia), Marcin Kamiński (Lech), Marcin Komorowski (Terek), Jakub Wawrzyniak (Legia), Sebastian Boenisch (Werder).
Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (Borussia), Sławomir Peszko (1. FC Koeln), Cezary Wilk (Wisła Kraków), Dariusz Dudka (Auxerre), Eugen Polanski (Mainz),Patryk Małecki (Wisła Kraków), Maor Melikson, Kamil Grosicki (Sivasspor), Rafał Murawski (Lech) , Maciej Rybus (Terek).
Napastnicy: Robert Lewandowski (Borussia), Paweł Brożek (Celtic), Tomasz Frankowski (Jagiellonia Białystok).
Boruc
Piszczek Wasilewski Perquis Wawrzyniak
Wilk Polański
Błaszczykowski Melikson Peszko
Lewandowski
|
|
Komentarzy:
2
|
|
Finał, czy sparing?
25 kwiecień 2012
|

Legia Warszawa pokonała w meczu finałowym Pucharu Polski, chorzowski Ruch 3:0 i tym samym obroniła trofeum zdobyte przed rokiem. Nie umniejszając zasług „Wojskowym”, trzeba jasno przyznać, że przez 90 minut na boisku istniała tylko jedna drużyna. Mecz mógł skończyć się pogromem, gdyby piłkarze z Warszawy wykazali więcej koncentracji i skuteczności. Różnica klas była aż nadto widoczna. Legia wygrała zasłużenie, nie forsując zbytnio sił i de facto nie mając dla siebie równorzędnego rywala. Finał to, czy sparing?
Nie od dziś wiadomo, że urok krajowego pucharu polega na jego różnorodności – umożliwieniu teoretycznie słabszym drużynom zajścia na sam szczyt i startu w europejskich pucharach. Jednak wczoraj mieliśmy sytuację, w której na neutralnym boisku spotkali się: lider T - Mobile Ekstraklasy z wiceliderem. Prawdę mówiąc, zupełnie nie było tego widać. Od pierwszej do ostatniej minuty, na murawie panowała niepodzielnie jedna drużyna – Legia Warszawa. „Wojskowi” byli po prostu lepsi sportowo : organizacyjnie, taktycznie, szybkościowo, technicznie i mentalnie.
Po takich meczach jak ten, pojawia się pytanie, czy zwycięzca był tak silny, czy może pokonany tak słaby? Warszawiacy wypunktowali chorzowian nadzwyczaj łatwo, praktycznie bez większego wysiłku. Batalia o trofeum pod patronatem prezydenta Rzeczpospoiltej, momentami wyglądała jak sparing - treningowa „kopanina” do jednej bramki. Pytanie, co takiego zmieniło się w Legii? W sobotę w kiepskim stylu na Pepsi Arena ulegli Lechowi Poznań. Wczoraj rozgromili wicelidera tabeli. "Przegląd Sportowy" spróbował znaleźć odpowiedź na to pytanie. „Do składu powrócił po kontuzji filar obrony Michał Żewłakow, dobry dzień miał Danijel Ljuboja, a talentem błysnął młody Michał Żyro(...)Młody lewoskrzydłowy z Łazienkowskiej zagrał znakomicie, miał udział przy wszystkich golach. Ganiał po flance, dryblował i wrzucał piłki w pole karne, czego powinni mu zazdrościć rutyniarze, ot choćby Nacho Novo, który tym razem nie mógł zagrać z powodu kartek". Personalia to jedna strona medalu. Być może jednak „Wojskowi” oszczędzali siły w meczu z Lechem? Jakby świadomi tego, że w "wyścigu żółwi "o Mistrzostwo Polski, jedna porażka nie przekreśli szans na zdobycie tytułu.
Ruch zagrał słabo, wręcz beznadziejnie. Nie chcę znęcać się nad podopiecznymi Waldemara Fornalika, bowiem i tak są rewelacją tego sezonu. Doszli o finału, a w lidze wciąż zachowują szanse na mistrzostwo. Jedynie zastanawia mnie taka postawa. Przed rozpoczęciem spotkania, Dariusz Tuzimek w studiu nsport przyznał , że "niebiescy muszą zagrać bez kompleksów. Odważnie!” „Tuzim” trafił w sedno. Waldemar Fornalik jednak nie. Zespół zagrał zbyt defensywnie, bojaźliwie. Nastawił się na grę obronną i liczył zapewne, że uda się wyprowadzić jeden skuteczny kontratak. Na tak dysponowaną Legię, to za mało. Dariusz Szpakowski, komentujący to spotkanie dla TVP , dziwił się brakiem zmiany taktyki zespołu, po stracie bramki. Nawet w drugiej połowie, Ruch nie rzucił się do odrabiania strat. Zatrważające...
Maciej Skorża kompletuje ostatnimi czasy trofea i osiągnięcia. Wczoraj dołożył kolejne. Ma już dwa tytuły Mistrza Polski z Wisłą, trzykrotnie zdobył Puchar Polski (dwa razy z Legią, raz z Groclinem), raz nieistniejący już Puchar Ekstraklasy oraz Mistrzostwo Polski Juniorów. Był asystentem Selekcjonera na MŚ w 2006r. Awansował do 1/16 Ligi Europejskiej. Jest o krok, od kolejnego czempionatu w lidze. To jest kariera kompletna w polskich realiach. Uśmiecham się cynicznie, gdy przypominam sobie nagonkę kibiców na jego osobę. Ekspert Polsatu Sport, Wojciech Kowalczyk krzyczał najgłośniej. Dziś może czuć jedynie konfuzję, w obliczu osiągnięć Pana Macieja. Czasem trzeba dać trenerowi czas, umożliwić ciągłość pracy. Zaufanie do szkoleniowca - to pojęcie, którego tak wiele osób w naszym kraju jeszcze nie rozumie.
Na koniec słów kilka o kibolach. Bluzgi, race, petardy, czyli chamstwo warszawiaków w krystalicznej postaci. Tutaj nic się nie zmienia od lat. I prędko nie zmieni. Hubert Siejewicz był zmuszony przerwać spotkanie na kilka minut. O spokój i odpowiednie zachowanie apelowali Michał Żewłakow i Miroslav Radović. We wczorajszym meczu, przypominającym sparing, przyniosło to skutek. Jednak, czy przyniesie następnym razem...?
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Polonia Dortmund - niech los czuwa nad jej zdrowiem!
18 kwiecień 2012
|

Borussia jest o krok od obrony tytułu mistrzowskiego. Do spełnienia marzeń kibiców i piłkarzy, brakuje podopiecznym Jurgena Kloppa trzech punktów w najbliższym sobotnim meczu z Moenchengladbach (transmisja w Eurosport 2 od godziny 18.30). Ostatnio "BVB" przegrało w Bundeslidze we wrześniu 2011r.! To jest prawdziwy ewenement. Ogromna w tym zasługa trzech Polaków: Piszczka, Błaszczykowskiego i Lewandowskiego. Reprezentanci Polski stali się prawdziwymi ulubieńcami kibiców z Signal Iduna Park. To także pewniacy Franciszka Smudy na Euro 2012. Niech los czuwa nad ich zdrowiem! Mamy, bowiem poważne problemy ze zmiennikami.
Gdy napastnik Reprezentacji Polski, strzelił Bayernowi bramkę „lewą piętą”, jak napisał” Przegląd Sportowy”, 80 000 sympatyków "BVB" oszalało z radości. Po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję zobaczyć taką ilość niemieckich fanów, skandujących nazwisko polskiego piłkarza. To rzeczywiście ewenement w skali polskiego futbolu. Historia Bundesligi znała różnych naszych zawodników, grających w Niemczech. Niezłą karierę zrobili: Andrzej Iwan, Włodzimierz Smolarek, Jan Furtok, Andrzej Buncol, Dariusz Dziekanowski, a potem Andrzej Juskowiak, Tomasz Wałdoch, Tomasz Hajto, Ebi Smolarek, czy Jacek Krzynówek. Im także należy się szacunek. Nigdy jednak aż trzem Polakom w jednym klubie, nie towarzyszył taki kult uwielbienia, jak ma to miejsce w przypadku „Polonii Dortmund”.
W poprzednim sezonie, rola polskiego tercetu była spora, ale nie kluczowa, jak ma to miejsce teraz. Piszczek pracował na status gwiazdy zespołu. Kuba Błaszczykowski miał problemy z wywalczeniem miejsca w pierwszym składzie, natomiast „Lewy” dzielnie zastępował chorego kolegę z zespołu. W tym sezonie wszyscy trzej są bohaterami kibiców „BVB”, gwiazdami, które na mapie piłkarskiej Europy znaczą bardzo wiele. To przejaw kunsztu włodarzy. Zdołali stworzyć świetny zespół za tak małe pieniądze. Nie kupowali drogo, a plany oparli na zespołowości stworzonej przez inteligentnego szkoleniowca, Jurgena Kloppa. Pomyśleć, że sam Kagawa kosztował 350 tys. euro. Naprawdę warto docenić drogę, jaką Niemcy przeszli, by wyjść z ogromnego kryzysu finansowego i znaleźć się w miejscu, w którym teraz są.
Kiedy w 2010 roku napastnik Lecha, Robert Lewandowski przechodził do klubu z Westfalii, kosztował 4,5 miliona euro. Dziś Klopp przyznaje: "Zapłaciliśmy za niego niewielkie pieniądze. Mówię niewielkie w porównaniu do tego, co płaci się za napastników tej klasy". Teraz rozpoczyna się na dobre gra menedżerów o nowy kontrakt. Maik Barthel i Cezary Kucharski mają w swoim rękach, nie tylko przyszłość finansową zawodnika, ale i całą jego karierę. Mówi się w kuluarach o możliwości przejścia Roberta do Bawarii. Kucharski mówi: "Robert poradziłby sobie w każdym klubie - także w Bayernie Monachium. Jego umiejętność gry tyłem do bramki, jego wybieganie, możliwości zagrywania prostopadłych piłek, czy wykańczania akcji są unikalne". Rzeczywiście – lekkość, czucie gry, płynność, inteligencja boiskowa to wyznaczniki talentu napastnika Reprezantacji Polski. Pytanie, czy naprawdę poradziłby sobie z grą w jednym z najlepiej skonstruowanych kadrowo klubów? Bawarczycy grają jednak na kilku frontach, kładąc nacisk na Ligę Mistrzów, co możemy zaobserwować w tym sezonie. Obecność w ataku Mario Gomeza, Reprezentanta Niemiec mogłoby stanowić przeszkodę dla Roberta. Już nie chodzi nawet o porównywanie, kto na chwilę obecną jest lepszy. Mam obawy, że w klubie zachodnim, zawsze pierwszym wyborem będzie rodak. Ciekaw jestem, jak potoczą się losy Roberta. Czy naprawdę chciałby przejść do Bayernu, czy to tylko gra menedżerów, chcących wynegocjować jak najlepsze warunki nowego kontraktu z Borussią?
Polski tercet z Dortmundu to polisa trenera Smudy, swoisty szkielet reprezentacji, uzupełniany przez golkipera Aresnalu, Wojciecha Szczęsnego. "Pewniacy" na Euro 2012. Bez dwóch zdań. Pytanie, co jeśli któremuś z nich przydarzy się kontuzja? Na pozycji napastnika nie mamy dla „Lewego” godnych zmienników. Jest Paweł Brożek, który nie gra regularnie w Celticu, nawet teraz, gdy „Katolicy z Glasgow” zapewnili sobie tytuł mistrzowski. Artur Sobiech nie odgrywa większej roli w Hanoverze. Częstokroć słyszę w mediach głosy, niosące do kadry Arkadiusza Piecha z Ruchu Chorzów. Moim zdaniem nieco na wyrost. Przeciętny gracz, słabego Ruchu Chorzów, który wykorzystując słabość gigantów polskiej ligi na glininach nogach, znalazł się w czołówce T-Mobile Ekstraklasy i finale Pucharu Polski. W przypadku prawej oborny, sytuacja ze zmiennikami również wygląda dramatycznie. Najsensowniejszym rozwiązaniem byłoby przesunięcie na tę pozycję Marcina Wasilewskiego, ale jego przyszłość w kadrze nie jest pewna.
Kłopotów Franciszkowi Smudze przed Euro 2012 nie brakuje. Myślę, że jeżeli szkielet Reprezentacji będzie zdrowy i w optymalnej formie, to jest szansa na ćwierćfinał Mistrzostw Europy...
|
|
Komentarzy:
9
|
|
Peszko i Wasilewski - sami sobie zgotowali taki los!
09 kwiecień 2012
|
Sekwencja zdarzeń wymusza tekst poświęcony wybrykom dwóch Reprezentantów Polski, z których jeden (Peszko) awanturował się z taksówkarzem, po czym został odwieziony na komisariat i izbę wytrzeźwień. Z kolei Wasilewski – jak poinformowała Telewizja Publiczna był tylko biernym obserwatorem. Mimo to, już wczoraj Smuda wyrzucił go z kadry. Wedle doniesień medialnych, Peszko miał 1,5 promila alkoholu we krwi i zniszczył taksówkę. Nie będzie felietonu. Ileż można pisać o alkoholu w kadrze? Ileż można pisać o relatywizmie moralnym Smudy? Ileż można pisać o nieprzestrzeganiu regulaminu? O głupocie, nieodpowiedzialności piłkarzy? Faktem jest, że wszyscy polscy futboliści piją. Mają alkohol w genach i we krwi. Niektórzy nawet zamiast krwi. Jeżeli logicznie myślący człowiek wie, jak zachowuje się Smuda i jakie ma (pozorne) zasady, to nie powinien zachowywać się w sposób, który pozbawi go szans udziału na Euro 2012. Ot, tyle. Kwestia priorytetów i przewidywania następstw związanych z określonym działaniem. Smuda chciał zerwać z sobiepaństwem, które istniało na kadrze od lat. Niemniej to „dziecko mediów”, człowiek lubiący lansować się przed kamerą, szczycący się swymi zasadami, „twardą ręką” i dyscypliną. Prawda jest taka, że jest słabiutkim, malutkim człowieczkiem, który wpisał się w układ PZPN-u. Dał sobie wiele narzucić i z jego asertywności, pozostały jedynie puste słowa. Ciekaw jestem, co zrobiłby, gdy wszystkich polskich piłkarzy zastał w takiej sytuacji? Przecież nie mógłby ich usunąć z kadry? To jest właśnie podwójna moralność....
Relatywizm moralny – pojęcie, którego Selekcjoner i tak nie zrozumie. Jestem zażenowany zarówno podejściem piłkarzy, jak i quasi-trenera. Smuda wyrzucił piłkarzy z reprezentacji, nie sprawdzając nawet wiarygodności informacji. W dzisiejszych czasach nie ciężko o sfabrykowanie komunikatu. Ba! Żeby dawać wiarę we wszystko, co piszą gazety? Nota bene, jeśli decyduje się o zakończeniu współpracy, to w pierwszej kolejności wypada poinformować o tym osobę, z którą się rozstaje. Dopiero później media. Nawet, jeśli ma się do czynienia z tak niesfornymi podopiecznymi. Klasa człowieka jest chyba wartością niezależną? Beenhakker o tym wiedział. Smuda na razie uczy się o tym, że ZSRR nie istnieje, podobnie jak Układ Warszawski. Może za kilkanaście lat zrobi kolejny kroczek?
P.S. Dziś nie będzie pięknego, sformatowanego tekstu. Nie ma nawet ku temu okazji. „Ciszej nad tą trumną” – jak zwykł mawiać Bożydar Iwanow...
|
|
Komentarzy:
12
|
|
Życzenia Wielkanocne!
07 kwiecień 2012
|
Z okazji zbliżającyh się Świąt Wielkiej Nocy, pragnę życzyć Wszystkim, tego co najlepsze! Zdrowia, pasji i (jeszcze raz) pieniędzy!
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Upadek finansowy polskiej potęgi?
04 kwiecień 2012
|
Ostatnia dekada w polskiej piłce nożnej przeminęła pod znakiem dominacji sportowej krakowskiej Wisły. Siedem tytułów mistrzowskich to świetny wynik ! Jednak triumf na krajowej arenie szybko przestał zadowalać Bogusława Cupiała. Drużyna miała walczyć o najwyższy cel – awans do Ligi Mistrzów. Lekiem na obsesyjne marzenie właściciela miał być holenderski eksperyment, oparty na "notesie" dyrektora sportowego "Stana" Valckxa. Niestety plan nie wypalił. Klubowi nie udało się awansować do Ligi Mistrzów i powstała spora dziura budżetowa. Po paru miesiącach Wisła Kraków straciła płynność finansową. Problematykę od podszewki przedstawiły „Przegląd Sportowy” i „Polska The Times”.
Wisła popłynęła z kasą - pisze kolokwialnie najsłynniejszy dziennik sportowy w kraju. Wedle nieoficjalnych informacji, budżet krakowskiego klubu wynosi 50 mln złotych. Wynagrodzenie piłkarzy zakontraktowanych przez "Stana" Valckxa pochłania 75% budżetu! Średnia płaca w zespole "Białej Gwiazdy" ma wynosić 20 tysięcy euro netto miesięcznie. Z analizy obecnych problemów Wisły wynika, że w budżecie zaplanowano awans do Ligi Mistrzów, wysoką frekwencję na stadionie i duże wpływy ze sprzedaży gadżetów. Niestety wszystko zakończyło się klapą. To spowodowało powstanie sporej dziury budżetowej. Klub nie wypłaca regularnie pensji. Grozi mu widmo bankructwa. Na szczęście tylko teoretycznie...
Tych wszystkich, którzy kiedykolwiek wątpili, że Bogusław Cupiał kocha swój klub, pragnę poinformować, że wdrożył już program naprawczy. Spółka akcyjna nie upadła tylko dlatego, że otrzymała pożyczkę z potężnej Tele-Foniki. W klubie pojawił się Ryszard Pilch - jeden z najbardziej zaufanych ludzi miliardera. Ten sam, który od lat doradza mu sprzedaż „Białej Gwiazdy”. Jednak oponuje matka potentata – wierna kibicka. Niektórzy sądzą, że tak długo, jak będzie żyła, tak nie pozwoli synowi na sprzedaż klubu. I niech żyje jak najdłużej! Brzmi to wszystko cukierkowo i patetycznie. Niemniej – wierzę, że w każdej tego typu pogłosce jest trochę prawdy.
Wisłę czeka gruntowna przebudowa i rewolucja personalna. Dług wynosi – wedle różnych źródeł, od 10 do 20 mln zł. Kilku piłkarzy zostanie sprzedanych, by, choć częściowo zniwelować zadłużenie. Pierwsi na liście są ci, najbardziej intratni: Melikson, Chavez, Kirm. Nie ma żadnych szans na wykupienie Dudu Bitona. Na ich miejsce przyjdą inni, tańsi. Wydatki na pensję muszą być jak najszybciej zredukowane. Dlatego można oczekiwać zakontraktowania zawodników z „kartą na ręku” .Wedle moich informacji do klubu mają powrócić: Głowacki i Brożek. Skauci będą również szukać młodych, perspektywicznych piłkarzy, chcących grać w klubie i liczących na promocję. Jeżeli plan uda się przeprowadzić zgodnie z założeniem, wyjście Wisły na prostą zajmie ok. 1,5 roku. W przeciwnych wypadku klub może progresywnie popadać w pułapkę zadłużeniową.
Po zakończeniu sezonu odejdzie dyrektor "Stan" Valckx – europejski fachowiec ze świetnym notesem – pełnym kontaktów i koneksji. Holender to w polskich realiach – menedżer z wyższej półki. Bazując na transferach bezgotówkowych, zdołał ściągnąć kilku bardzo dobrych piłkarzy. Jednak największym paradoksem okazało się to, że nie zarobił na swoją pensję. Dosłownie, nie w przenośni! Kontrakty, które podpisywał z zawodnikami pochłonęły tak sporą część budżetu, że „Białej Gwiazdy” najzwyczajniej w świecie – na niego nie stać.
Założenie programu naprawczego jest takie, by w 2012r. spółka akcyjna zanotowała minimalne straty. W tym celu niezbędne jest zdobycie Pucharu Polski i zapewnienie sobie prawa gry w europejskich pucharach. Niestety, po wczorajszym meczu z Ruchem Chorzów, szanse krakowian bardzo poważnie zmalały. Pozostaje się tylko cieszyć, że właściciel po raz kolejny udzieli klubowi pożyczki, tak jak zwykł czynić to od lat (raport Ernst & Young wykazał, ze spółka notorycznie notuje straty, które pokrywa Tele-Fonika)... |
|
Komentarzy:
2
|
|
Boniek, Figo i van Basten zabierają nas na 5. stadion!
01 kwiecień 2012
|

1. kwietnia 2012r. Rusza druga odsłona kampanii reklamowej piwa Tyskie, z udziałem trzech gwiazd światowego formatu. Muszę przyznać, że nareszcie jest naprawdę prestiżowo. Po serii żałosnych spotów Biedronki z udziałem Franiciszka Smudy, mamy powiem międzynarodowego poziomu w marketingu i relacjach publicznych! W ogłoszonym rankingu „Rzeczpospolitej” za rok 2011 – marka Tyskie zajęła 1. miejsce w kategorii napojów alkoholowych. Teraz ta pozycja może się tylko umocnić, bowiem trzej byli wybitni piłkarze będą zachęcać kibiców z całej Europy do wyboru właśnie tego produktu.
Sylwetek tych dżentelmenów nie trzeba nikomu przedstawiać. Uczynię to jednak z szacunku, sympatii i uznania. W mojej opinii to jedni z najwybitniejszych graczy w historii piłki nożnej. Zbigniew Boniek to prawdziwa legenda, człowiek, którego znają wszyscy kibice futbolu. Uczestnik trzech turniejów finałowych mistrzostw świata – Argentyna 1978, Hiszpania 1982 (3. miejsce), Meksyk 1986 (łącznie 16 meczów i 6 goli).; zdobywca Pucharu Europy w 1985, Pucharu Zdobywców Pucharów w 1984 i Superpucharu Europy w 1984. W 1979r. ZiBi został wybrany do drużyny "reszty świata" na mecz z mistrzem globu Argentyną, wygranym przez drużynę gwiazd 2:1. W 1986 wybrany do drużyny "reszty świata" na mecz z Francją (pożegnalny występ Michela Platiniego). Z kolei Marco van Basten w reprezentacji Holandii, od 1983 do 1992 roku, rozegrał 58 meczów i strzelił 24 gole – mistrzostwo Europy 1988, start w Mundialu 1990 (1/8 finału) i Euro 1992 (III-IV miejsce). Holender jest zdobywcą Złotej Piłki miesięcznika France Football dla najlepszego piłkarza grającego w Europie w 1988, 1989 i 1992 roku i wiele, wiele innych sukcesów, którym można by poświęcić kilkanaście tekstów. Luis Figo zdobył m.in Puchar Zdobywców Pucharów w 1997 , Superpuchar Europy – 1998 i 2002, Puchar Mistrzów – 2002 , Puchar Interkontynentalny – 2002 , Złotą Piłka – 2000.
Historia polskich reklam zna różne zagraniczne autorytety. Kiedyś piwo EB promował Jean Reno. Cindy Crawford lansowała wodę mineralną Arctic. John Cleese, Leo Beenhakker, Chuck Norris, Danny DeVito oraz Antonio Banderas byli twarzami banków. Pierce Brosman reklamował polskie garnitury i koszule. Można by wymienić jeszcze kilka znanych osobistości ze świata szołbinzesu. Nigdy do tej pory nie miało to jednak takiego wymiaru, jaki ma seria spotów z udziałem: Bońka, Figo i van Bastena.
5. stadion – to nazwa drugiej, głównej odsłony kampanii piwa Tyskie, rozpoczynającej się 1. kwietnia 2012r. Nazwa nawiązuje do idei wspólnego kibicowania poza stadionami turnieju: w domach, pubach i na świeżym powietrzu. Niebawem Telewizja Publiczna wyemituje serial pod tym samym tytułem, składający się z 60 odcinków, trwających minutę. Wystąpią w nim Tomasz Karolak, Piotr Adamczyk i Weronika Książkiewicz. W drugiej połowie kwietnia, Tyskie zorganizuje wirtualny mecz otwarcia stadionu. Na stronie internetowej 5.stadion.pl kibice będą mogli grać wirtualnie w piłkę. Muszę przyznać, że sama reklama robi wrażenie. Zdjęcia kręcone w Polsce i RPA, w tle muzyka Guns’n Roses – „Paradise City”. Luksus, prestiż i reprezentacyjność. Czego chcieć więcej?
Gaże Bońka, Figo i van Bastena oscylują w granicach 400 000 euro na głowę. To po aktualnym kursie blisko 2mln zł. Kampania z ich udziałem jest jedną z wielu, jakie pojawią się na polskim rynku medialnym przed Euro 2012. To także promocja polskich produktów na okno wystawowe na całym świecie. W mojej opinii znacznie bardziej finezyjna, z dobrym gustem, niż przaśna, żeby nie powiedzieć prostacka reklama Biedronki...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Hit, czy kit T-Mobile Ekstraklasy?
31 marzec 2012
|
Wczorajsze spotkanie między Wisłą Kraków, a Legią Warszawa było jednym z najsłabszych w historii. Bezradność, marazm, ospałość, bezmyślność boiskowa – to tylko najdelikatniejsze określenia, które cisną się na usta. W sezonie 2011/2012, po raz pierwszy od 42lat mieliśmy na wiosnę dwa zespoły w europejskich pucharach: „Wojskowych” i „Białą Gwiazdę” – polskich potentatów piłkarskich i finansowych ostatniej dekady. Jednak wczoraj boisko ukazało degrengoladę sportową - poziom, do którego takim drużynom nie wypada się zniżyć.
Wczorajszy mecz w wykonaniu Legii to kopanie po nogach – dosłownie i w przenośni. Jedna stuprocentowa sytuacja Radovicia w pierwszej połowie oraz kilka płynnych akcji w wykonaniu Ljuboji w drugiej, to za mało by rozjaśnić obraz gry, który – powiedzmy sobie prawdę, był czarny i żenujący. Złośliwi (a może szczerzy do bólu) twierdzą, że więcej było fauli, niż akcji. Rzeczywiście. Czerwone kartoniki powędrowały do Janusza Gola i Artura Jędrzejczyka. Zasłużone. Bez dwóch zdań. Nie rozumiem pretensji „Wojskowych”. Przewinienia były ewidentne. Jedyne zastrzeżenia do sędziego mogą dotyczyć purytańskiego podejścia do przepisów gry w piłkę i wychwytywania najdrobniejszych nieprawidłowości, kosztem płynności i "twardej, męskiej" gry. Boisko musiał opuścić Maciej Skorża, który nie wytrzymał emocjonalnie tego zamieszania. A powinien, bo widząc, jakie sędzia ma podejście, zamiast z nim dyskutować, mógł przewidzieć jak to wszystko może się skończy. Zawodnikiem meczu, dziennikarze Canal+ wytypowali Rafała Wolskiego – poniekąd z przymusu, konieczności, „na siłę”. Tak zwyczajnie, bo kogoś trzeba. Dla mnie ten mecz nie miał bohaterów, ani nawet liderów na boisku. W trzech ostatnich spotkaniach Legia zdobyła trzy punkty i strzeliła jedną bramkę. Najśmieszniejsze jest jednak to, że „człapanie” polskich klubów po tytuł Mistrza Polski nie wyklucza wcale tego, że warszawiacy obronią pozycję lidera. Jeśli jednak przyjdzie im zdobyć tytuł mistrzowski, to będzie to najsłabszy czempionat od lat. Może być jednak tak, że po ostatniej kolejce, na pierwszym miejscu będzie ktoś z trójki: Śląsk, Ruch, Korona. Oznaczałoby to powiew świeżości w Ekstraklasie, ale z racji braku doświadczenia i siły kadrowej – skazywało na porażkę w walce o Ligę Mistrzów.
Cóż można powiedzieć o Wiśle Kraków? Cztery słowa, które oddadzą cały mecz – brak stylu, jakości, klasy. Nie obciążam za to w całości Michała Probierza, bo jak sam przyznał w wywiadzie dla Canal+, „nie jest cudotwórcą”. Widząc, że drużyna od miesięcy ma problem z konstruowaniem ataku pozycyjnego, postanowił ustawić zespół defensywnie i wyczekiwać momentu do kontry. Przeciętny widz potraktowałby to jako zarzut. Ja widzę w tym założeniu taktycznym akt desperacji. Natomiast w kwestii braku stylu gry i nie wypracowanych schematów ataku pozycyjnego, winę bez dwóch zdań przypisuję obecnemu trenerowi. Pracuje z klubem ponad miesiąc. Jedynymi sposobami na zagrożenie bramki Kuciaka były długie piłki bite na napastników lub dośrodkowania ze skrzydeł w pole karne. Nic poza tym. Gra na „totalne alibi”, w myśl zasady „a nuż coś wpadnie”. To kontrastuje ze słowami szkoleniowca na konferencjach prasowych, o wpajaniu stylu i kreatywnej grze. Spytam wprost – Probierz opowiada mediom bajki? Czy może piłkarze bajek nie słuchają i na boisku prezentują coś zupełnie innego? „Biała Gwiazda” grając w przewadze dwóch zawodników, nie zdołała zagrozić bramce rywala. Nie mówię już nawet o strzeleniu gola, ale o stworzeniu sobie stuprocentowej sytuacji. Niestety mieliśmy do czynienia z kompromitacją! Po spotkaniu kamera zarejestrowała unikalny obrazek, który umknął uwadze komentatorów. Gdy piłkarze poszli podziękować kibicom, zamiast okrzyków skandowanych po każdym meczu, usłyszeli gwizdy. Najbardziej szkoda mi Czarka Wilka, który w każdym spotkaniu zostawia serce na boisku i mimo porażek, odważnie - charakternie tłumaczy swoich kolegów przed kamerami. Wzór kapitana w polskich realiach! Niestety gra Wisły w ostatnich tygodniach przypomina zbieranie punktów zespołu broniącego się przed spadkiem. Włodarze popełnili błąd, zwalniając Maaskanta, który w miarę nad całą sytuacją panował. Powinien zostać do końca sezonu i wówczas zostałby rozliczony za sukcesy i porażki.
Przyczyn takiej dyspozycji obu zespołów jest wiele. Nie tak dawno Roman Kołtoń napisał świetny tekst zatytułowany „Łabędzi śpiew Legii Warszawa”. Jeśli chodzi o ITI to wszystko jest na sprzedaż. Także stołeczny klub. Polityka w zimowych okienku transferowym – nastawiona na zbycie zawodników, miała za zadanie zniwelować długi. Odeszli Borysiuk, Rybus i Komorowski. Niebawem odejdą następni zawodnicy. Niestety, niesłusznie sport zszedł na dalszy plan, wobec finansowych rozliczeń. Wisłę czeka natomiast gruntowna przebudowa i restrukturyzacja. Plan budowy kosmopolitycznej drużyny, mającej wywalczyć awans do Ligi Mistrzów, nie wypalił. To w połączeniu z ogromnymi zarobkami zawodników ściągniętych przez Valckxa, spowodowało powstanie dużej dziury budżetowej (ok. 3,5mln euro). W przyszłym okienku transferowym trzeba będzie ja zniwelować, przez sprzedaż czołowych graczy. Już na liście znaleźli się: Chavez, Melikson i Kirm. Z kolei powrócić mają: Paweł Brożek i Głowacki.
Bez względu na to, jak zaprezentowały się wczoraj oba zespoły, należy im się szacunek za piękną postawę w Lidze Europejskiej. Po raz pierwszy od 42 lat mieliśmy na wiosnę dwie drużyny w pucharach! Jak ciężko jest grać na kilku frontach, udowodnił nam w zeszłym sezonie Lech Poznań, który potrafił ograć Manchester i Juventus, a w Ekstraklasie okupował dolne rejony tabeli. To w pewnym sensie stanowi usprawiedliwienie dla Wisły i Legii, które choć nie błyszczą „na krajowym podwórku”, to jednak w dużym stopniu wpłynęły na poprawę miejsca Polski w rankingu UEFA...
P.S.
Zapraszam do lektury poniedziałkowej „Gazety Krakowskiej”, w której ujawnione zostaną kulisy polityki finansowej Wisły, a także plany jej przebudowy! Dla wszystkich przebywających poza stolicą Małopolski, istnieje możliwość kupna wydania elektronicznego.
http://www.prasa24.pl/gazeta/gazeta-krakowska/
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Oto jest! Wytypowana przeze mnie szeroka kadra na Euro 2012!
22 marzec 2012
|
2. maja 2012r., Selekcjoner Reprezentacji Polski, Franciszek Smuda w obecności mediów ogłosi 26-osobową kadrę na Euro 2012, z kolei ostateczną, 23-osobową, PZPN musi zatwierdzić w UEFA 29. maja, po spotkaniach towarzyskich z Łotwą i Słowacją. Poniżej moje szerokie zestawienie, a także skład na mecz otwarca z Grecją, ustalone na podstawie indywidualnej obserwacji, uwzględniając czas selekcji, możliwość negocjacji z zawodnikami, ich występy w piłce klubowej oraz reprezentacyjnej. Jednocześnie mam świadomość, że część z tych wyborów, na chwilę obecną jest nierealna.
Bramkarze: Artur Boruc (Fiorentina), Wojciech Szczęsny (Arsenal), Wojciech Pawłowski (Lechia).
Obrońcy: Łukasz Piszczek (Borussia), Marcin Wasilewski (Anderlecht), Damien Perquis (Sochaux), Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor), Grzegorz Wojtkowiak (Lech), Michał Żewłakow (Legia), Marcin Kamiński (Lech), Marcin Komorowski (Terek), Jakub Wawrzyniak (Legia), Sebastian Boenisch (Werder).
Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (Borussia), Sławomir Peszko (1. FC Koeln), Cezary Wilk (Wisła Kraków), Dariusz Dudka (Auxerre), Eugen Polanski (Mainz), Ludovic Obraniak (Bordeuax), Adrian Mierzejewski (Trabzonspor), Patryk Małecki (Wisła Kraków), Maor Melikson, Kamil Grosicki (Sivasspor).
Napastnicy: Robert Lewandowski (Borussia), Paweł Brożek (Celtic), Jakub Świerczok (Kaiserslautern).
Boruc
Piszczek Wasilewski Perquis Wawrzyniak
Wilk Polański
Błaszczykowski Melikson Peszko
Lewandowski
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Szybkie pomeczowe ekspresje: Wisła-Lech 1:0 (awans Wisły). Zapach europejskich pucharów unosi się na R22!
21 marzec 2012
|

Jest postęp gry Wisły Kraków, ale czy metamorfoza? To zweryfikują kolejne spotkania ligowe. Krakowianie już w trzeciej minucie mogli zdobyć gola. Lewym skrzydłem przedarł się Andraż Kirm, był sam przed bramkarzem gości. Jednak zamiast strzelać, starał się go wyminąć, co skończyło się wygarnięciem piłki przez Buricia. Parę minut później kontuzji doznał Kew Jaliens i został zniesiony na noszach z boiska. Lech przeprowadził groźny kontratak i przed szansą zdobycia bramki stanął Bartosz Ślusarski, który wpadł w pole karne... I huknął jak z armaty nad poprzeczką. W dwudziestej piątej minucie Ivan Djurdjević sfaulował z boku pola karnego Maora Meliksona. Z rzutu wolnego dośrodkował Gervasio Nunez., ale obrońcy wybili piłkę. Po chwili jednak, ta ponownie trafiła do Argentyńczyka, który niemal z tego samego miejsca posłał już idealną centrę wprost na głowę Cwetana Genkowa. Ten, strzelając z kilku metrów, nie dał szans Buriciowi. 1:0 dla Wisły! W drugiej połowie, grę „Kolejorza” ożywiło nieco wejście Semira Stlicia. Lechici mieli swoje sytuacje, ale trafiali w poprzeczkę, czy słupek. W 75. minucie, przed szansą definitywnego rozstrzygnięcia meczu stanął Dudu Biton, który jednak nie wykorzystał sytuacji „sam na sam” z bramkarzem Lecha. Gra Wisły, na tle słabiutkiego rywala mogła się podobać. Znacznie więcej płynności, dokładności, dobry pressing i niezła kreatywność w ataku. Wiślacy byli szybsi, bardziej dynamiczni, notowali dużą ilość odbiorów piłki. Dla mnie bohaterem spotkania jest Nunez, który rozegral wczoraj znakomite zawody. Wymieniał się pozycjami, odbierał piłkę w środku pola, podłączał do akcji ofensywnych, wracał pod własną bramkę i uczestniczył w akcjach obronnych. Świetnie! Tylko, czemu tak późno? Na brawa zasługuje też gra Genkova i Pareiki. Ten pierwszy zdobył po raz kolejny bramkę, przesądzającą o zwycięstwie, natomiast Estończyk popisał się w ostatnich minutach znakomitą robinsonadą.
Najlepszy zawodnik Wisły: Nunez
Najlepszy zawodnik Lecha: Henriquez
Co mnie rozbawiło? 1.Mariusz Rumak, który „idzie na wojenkę medialną” ze Zbigniewem Bońkiem.
2. W pięciu ostatnich meczach z Wisłą, Lech nie zdobył nawet bramki.
Co mnie przeraziło? Tragiczna dyspozycja Lecha i straty budżetowe, które już idą w dziesiątkach milionów złotych.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Arboleda tym razem nic nikomu nie włożył ani za nic nie pociągnął.
Ocena poziomu meczu (w skali 1-6): 4
Cytat godny uwagi:
- Na kogo chciałby pan trafić w półfinale Pucharu Polski? - Zapytano po meczu z Lechem trenera Wisły Kraków, Michała Probierza. - Na wolny los - zażartował szkoleniowiec "Białej Gwiazdy", któremu we wtorkowy wieczór wyraźnie dopisywał dobry humor. |
|
Komentarzy:
2
|
|
Beenhakker: Szczęsny urodził się z talentem. On nie jest produktem treningowym!
18 marzec 2012
|
W ekskluzywnym wywiadzie, przeprowadzonym przez Jacka Kurowskiego z Leo Benhakkerem, w Rotterdamie, były selekcjoner Reprezentacji Polski zdradza swoje zdanie na temat szans „Biało-Czerwonych” na wyjście z grupy Euro 2012. Nie szczędzi szczerych słów pochwały pod adresem Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego. Unikalny wywiad wyemitowany przez Telewizję Publiczną stanowi pierwszą po zakończeniu pracy Holendra w Polsce, próbę podjęcia z nim poważnej dyskusji na temat naszej kadry narodowej.
Jak przystało na dżentelmena, Leo gloryfikował polskich piłkarzy. Zapytany o szansę Polski na Euro 2012, podkreślił rangę meczu z Rosją, komplementując – w iście holenderskim stylu, swojego przyjaciela, Selekcjonera Rosji - Dicka Advocaata. Co do meczów z Grecją i Czechami, szanse „Biało-Czerwonych” ocenia na 50%. Jednak szczególnie ważne będzie, by w pierwszym starciu rzucić się ofensywnie na rywala, zaskoczyć go, a nie bronić się i wyczekiwać momentu do kontry. Beenhakker głosząc tę tezę przywołał mityczny mecz z Portugalią w Chorzowie, wygrany przez Polaków 2:1. Wszystko zależy od wiary i sposobu myślenia...
Szczególne słowa pochwały popłynęły w stronę Wojciecha Szczęsnego. Na pytanie Jacka Kurowskiego, czy golkiper Arsenalu jest lepszy od Artura Boruca, Beenhakker odparł bez ogródek: „Tak, Wojtek urodził się bramkarzem. On nie jest produktem treningowym. Myślę, że to kwestia genów. Jego ojciec też stał w bramce. Wojtek urodził się z tym talentem. Są tacy, którzy muszą codziennie ciężko pracować – trenować, ćwiczyć, aby osiągnąć pewien poziom. On może być bardzo wysoki, międzynarodowy, ale Wojtek już na samym początku miał to coś. Ten dar! Jest taka cecha, która zdradza, że ma się wielki talent. Wojtek ją ma. Zauważyłem to, kiedy miał zaledwie siedemnaście lat. Jemu wystarczy raz podpowiedzieć, jak wykonać poprawnie ćwiczenie i on to robi. Innym bramkarzom, bez tej cechy, trzeba to samo powtarzać: dwa, trzy, cztery, pięć razy. A Wojtkowi wystarczy powiedzieć raz i już. Zrobione. To go właśnie wyróżnia od innych.”
„Don Leo” wystawia także laurkę Robertowi Lewandowskiemu, podkreślając, że jest to napastnik kompletny – taki, który czyta grę, myśli na boisku, obserwuje to, co dzieje się dookoła. Gdy nie otrzymuje piłek, to sam jest w stanie sobie wykreować sytuację. W pewnym sensie przypomina mu tym Zlatana Ibrahimovicia. Jednocześnie przyznaje, że idealny napastnik musi posiadać trzy przymioty: wiedzieć, gdzie na boisku jest partner i potrafić do niego podać, umieć samemu sobie stworzyć okazję do zdobycia bramki i wreszcie po trzecie – posiadać instynkt zabójcy, być bardzo skutecznym. „Lewy” ma wszystkie te cechy!
Po zakończeniu przygody w Polsce, Leo Beenhakker powrócił do Rotterdamu, by uporządkować kilka spraw zawodowych. Następnie przez jakiś czas pracował na Węgrzech, w Ujpeście Budapeszt. Obecnie Holender, od ośmiu miesięcy nie jest związany kontraktem z żadnym pracodawcą, ale jak sam przyznaje, pozostaje w negocjacjach z trzema federacjami. Stawia sobie za cel, wywalczenie z jedną z reprezentacji, awansu do Mistrzostw Świata w Brazylii. To zawsze było coś, co sprawiało mu największą radość!
P.S.
Cały wywiad można obejrzeć tutaj: http://sport.tvp.pl/pilka-nozna/euro-2012/wideo/oko-w-oko-wywiad-z-leo-beenhakkerem/6754261
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Początek końca Grzegorza Laty?
17 marzec 2012
|
Wszystko wskazuje na to, że 29. marca na zarządzie padnie wniosek o zwołanie Nadzwyczajnego Zgromadzenia, które odwołałoby Grzegorza Latę ze stanowiska Prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Domaga się tego mec. Jacek Masiota. Wizerunek Laty mocno osłabł (a nigdy za jego kadencji nie był dostatecznie silny), w związku z kolejnymi atakami Grzegorza Kulikowskiego. Czy to początek końca Laty?
Na temat osoby dotychczasowego Prezesa można pisać wiele złego. Czyniłem to wielokrotnie, własnym piórem na kanwie tego blogu. Nie umniejszając jego zasług, jako króla strzelców Mistrzostw Świata, trzeba się pochylić nad niewłaściwym zarządzaniem związkiem. Brak dyplomacji, ogłady, znajomości języków; tromtadractwo, arogancja władzy, poniżanie ludzi i niski poziom debaty społecznej – to najmniejsze z grzeszków Laty. Te poważniejsze to: działanie na niekorzyść kadry Leo Beenhakkera, niewłaściwe zarządzanie budżetem (wedle informacji mec. Masioty do Euro 2012 trzeba będzie dołożyć), brak systemu szkolenia młodzieży, kompromitacja w wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA, problem z kibolami, naginanie systemu licencyjnego, liczne wpadki i afery medialne (z orzełkiem, Meliksonem, budową siedziby związku; prowincjonalnym, pijackim poczuciem humoru w wywiadach).
Częstokroć w mediach słyszę porównania Laty do jego poprzednika, Michała Listkiewicza. Dokonując obiektywnej analizy, trzeba przyznać, że „Listek” zarządzał związkiem skuteczniej. Oczywiście można mu zarzucić nieumiejętną walkę z korupcją. Brakowało odwagi, asertywności, możliwości, a także środków, by ogarnąć zjawisko, które miało charakter powszechny i wypełniało cała Polskę. Jednak Pan Michał na zawsze wpisze się w historię sportu, jako ten, który wykreował polsko-ukraińską kandydaturę Euro 2012. Co więcej, na jego korzyść przemawiają dwa udziały na Mistrzostwach Świata i ten pierwszy - jakże cenny na Mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii. Tymczasem Lato, chciał początkowo powierzyć kadrę Stefanowi Majewskiemu. Na szczęście, w nieszczęściu „Biało-Czerwoni” przegrali dwa mecze kończące el. MŚ 2010 i Prezes był zmuszony sięgnąć po Franciszka Smudę – człowieka z zerowym doświadczeniem jako Selekcjoner. Dla porównania Leo Beenhakker, zanim objął Reprezentację Polski, pracował z trzema innymi (Holandią, Arabią Saudyjską oraz Trynidadem i Tobago – z sukcesami). Co więcej, Listkiewicz miał niebotyczne koneksje w UEFA, był o krok od reprezentowania ajwiększej władzy w tej instytucji - Komitetu Wykonawczego. Dyplomacją, klasą i umiejętnościami menedżerskimi bił Latę na głowę.
żadnej organizacji państwowej nie udało się skruszyć struktur Polskiego Związku Piłki Nożnej. Bezradni byli kuratorzy, CBŚ, a także CBA. Dokonał tego człowiek z wewnątrz – Grzegorz Kulikowski, który parę miesięcy temu ujawnił taśmy prawdy, obnażające kulisy transakcyjne budowy nowej siedziby PZPN. Wynika z nich, że prezes Grzegorz Lato i sekretarz generalny Zdzisław Kręcina mogli żądać łapówek przy budowie nowej siedziby związku. Kręcina pożegnał się z posadą. Człowiek-instytucja, który władzę sprawował prawie przez trzy dekady. Nie straszni mu byli kuratorzy i kolejni ministrowie sportu.
Dziś, w związku z kolejnymi atakami Grzegorza Kulikowskiego, pali się grunt pod nogami Laty. Przedsiębiorca budowlany zaznacza, że Lato przyjął w swoim gabinecie kopertę z piętnastoma tysiącami złotych, którą jak określił w oświadczeniu „przekazał protokolarnie do sejfu”. O podejrzeniu popełnienia przestępstwa, Lato zawiadomił prokuraturę dopiero po kilku miesiącach. Groteska w najczystszej postaci!
W zarządzie jest 17 osób. Aby zwołać Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie PZPN i odwołać prezesa, potrzebna jest większość kwalifikowana 2/3 członków zarządu. Masiota ma nadzieję, że uda mu się przekonać co najmniej dwanaście osób.
Czy delegaci odważą się odwołać Latę przed najważniejszą imprezą w dziejach polskiej piłki? Szczerze wątpię. Będą się bali zburzyć układ, który funkcjonuje dla nich dość wygodnie. Zastanawiam się jednak, ile jeszcze materiałów kompromitujących obecnego Prezesa i jego otoczenie, posiada w swych rękach Grzegorz Kulikowski? Czy i kiedy wyjdą na światło dzienne? Życie udzieli odpowiedzi...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Cupiał - konsekwentnie niekonsekwentny w zarządzaniu klubem!
16 marzec 2012
|
Właściciel Tele-Foniki sponsoruje „Białą Gwiazdę” od ponad dekady. W tym czasie udało mu się zdobyć siedem tytułów mistrzowskich. To jest coś! Jednak jego polityka zarządzania klubem przypomina chaotyczną sekwencję zdarzeń – podejmowaną pod wpływem silnych emocji. Potwierdzają to, nie tylko szybkie zmiany trenerów, ale i ciągle roszady w zarządzie Wisły Kraków. Skutek jest taki, że drużyna może nie zająć miejsca premiowanego startem w europejskich pucharach, co oznaczałoby ogromne straty finansowe.
Parafrazując znany frazes odnoszący się do kibiców, chciałoby się powiedzieć: „łaska właściciela na pstrym koniu jeździ.” Przekonali się o tym tacy trenerzy, jak Franciszek Smuda, Dan Petrescu, Henryk Kasperczak, Robert Maaskant i wielu innych szkoleniowców, zatrudnionych przez Bogusława Cupiała. Czy w tym szaleństwie jest metoda? Tytuły w ostatniej dekadzie zdają się przemawiać na korzyść miliardera z Myślenic. Jednak wciąż nie udało mu się spełnić swojego największego marzenia – awansu do Ligi Mistrzów. Receptą na tę obsesję miał być zatrudniony przez Prezesa Basałaja holenderski duet: dyrektor Stan Valckx i trener Robert Maaskant. Dziś eksperyment z kraju tulipanów pomału dobiega końca. Parę miesięcy temu, po przegranych derbach z Cracovią posadę stracił Maaskant. W związku z powtórnym zatrudnieniem Jacka Bednarza, osłabły kompetencje dotychczasowego Prezesa Wisły. W związku z czym, parę dni temu Bogdan Basałaj podał się do dymisji, co zaakceptowała Rada Nadzorcza Wisły Kraków S.A. Jak nietrudno się domyślić, niebawem odejdzie także Stan Valckx.
Wisłę znów czeka gruntowna przebudowa. Po zakończeniu sezonu wygasają kontrakty bodaj dziewięciu podstawowym graczom. Właściciel będzie chciał przywrócić, zachwianą do tej pory proporcję Polaków do obcokrajowców. Dekadę temu, gdy trenerem był Orest Lenczyk – wskazywał mu pola i zapowiadał budowę całej bazy szkoleniowej klubu. Do tej pory nie powstało nic. Dlatego też lekarstwem na te problemy miało być oparcie drużyny na klasowych obcokrajowcach. Jak wypadła praca trio: Basałaj-Valckx-Maaskant?
Przeanalizujmy sukcesy i porażki.
Dokonania:
- Mistrzostwo Polski
- awans do fazy grupowej, a następnie 1/16 finału Ligi Europy
- stworzenie od podstaw klubowego działu marketingu
- kilka wzmocnień drużyny, m.in. Melikson, Pareiko, Chavez, Genkow, Biton
- korzystna finansowo sprzedaż braci Brożków i Arkadiusza Głowackiego
-zatrudnienie Stana Valckxa, uporządkowanie struktury pionu sportowego z uwzględnieniem skautingu
- sprowadzenie Maora Meliksona (pozwoliłem sobie wyodrębnić ten punkt)
- wdrożenie polityki historycznej
- unowocześnienie klubu pod względem marketingu i PR-u. Liczne akcje promujące klub.
- wykreowanie funkcji ambasadora klubu ( na wzór zachodni)
-zarobienie dla klubu ponad 20mln złotych za miniony sezon Ligi Europejskiej i kwalifikacje Ligi Mistrzów.
Do porażek na pewno zaliczymy:
- brak pozyskania sponsora głównego
- brak sprzedaży internetowej biletów
- brak postępu w budowie bazy treningowej
- brak postępu w stworzeniu struktury szkolenia młodzieży w klubie, akademii piłkarskiej.
Chociaż przeczy temu miejsce w tabeli, wykonaną przez Holendrów i Bogdana Basałaja pracę uważam za bardzo dobrą. Znów jednak zabrakło Cupiałowi – konsekwencji i cierpliwości. Jak zwykle w sedno trafił Roman Kołtoń. Wszystko zaczęło się od niesłusznego zwolnienia Roberta Maaskanta. Holender znał zespół i w miarę nad nim panował. Miał, mimo wygłaszanych komunikatów medialnych, świadomość, że praca nie układa się jak należy. Niemniej znał szatnię od środka, przeżył z zawodnikami sukcesy, ale i zaznał smak porażki. Tymczasem właściciel nie wytrzymał emocjonalnie porażki z Cracovią i zwolnił Holendra. Obowiązki dotychczasowego trenera przejął Kazimierz Moskal, który zmienił nieco styl gry - kładąc nacisk na pressing i krótkie podania. Więcej w tym było krakowskiej piłki – krzyczał euforycznie Andrzej Iwan. Moskalowi sprzyjało szczęście. Poukładał zespół i w niezwykle szczęśliwych okolicznościach awansował do 1/16LE. W T-Mobile Ekstraklasie było jednak wciąż słabo. Drużyna traciła punkty, grając jako gospodarz z rywalami teoretycznie słabszymi. Wiślacy nie potrafili znaleźć sposobu na strzelenie bramki drużynom, które przyjeżdżając a R22 umiejętnie się broniły. Znów gra zaczęła przypominać, wpajany przez Holendra motyw ‘passing game”, co w „polskim” wydaniu oznaczało współczynnik posiadania piłki 87% i zero strzałów na bramkę. Cupiał nie zamierzał dłużej czekać, aż „Biała Gwiazda” straci szansę zajęcia miejsca premiowanego startem w europejskich pucharach. Sięgnął po Michała Probierza, który... Ładnie mówi, dobrze wygląda, ma swoje pomysły, jednak boisko ukazuje wielką bezradność piłkarzy. Chaos, chaos i jeszcze raz chaos....
Bogusław Cupiał nie zmieni się nigdy. To człowiek sukcesu, który kupił swój ukochany klub i traktuje go jak zabawkę. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie doceniam jego, jako człowieka i właściciela. Cieszy mnie, że szybko działa, nie czeka (jak Rutkowski na Bakero) aż nadejdzie prawdziwa tragedia sportowa i finansowa,; jest aktywny. Jednak za dużo w tym chaosu, bezwzględności i niekonsekwencji. Futbol to gra, która musi być oparta na zaufaniu. Tej wartości w stosunkach interpersonalnych Cupiałowi brakuje. Dziś sprawił, że odszedł Bogdan Basałaj. Kto wie, czy za parę lat znów nie skorzysta z jego usług? Tak jak czynił to w przypadku Henryka Kasperczaka, z którym się nawet procesował .Bogusław Cupiał – konsekwentnie niekonsekwentny w zarządzaniu klubem!
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Szybkie pomeczowe ekspresje: Lech-Wisła 0:1 Niewykorzystane sytuacje się mszczą!
13 marzec 2012
|

Poziom polskich sędziów woła o pomstę do nieba. Od lat. I nic się w tej kwestii nie zmienia. Nie pomagają apele, programy publicystyczne, nie skutkują kompromitacje. Do rankingu nieudaczników, w którym niechlubnymi liderami są Krztoń, Lyczmański i Gil, dziś powinien dołączyć Marcin Borski. Skłamałbym, gdybym powiedział, że skrzywdził którąś z drużyn. Wręcz przeciwnie. Mylił się w żenującym stylu – tak na niekorzyść Wisły, jak i Lecha Poznań. Nie widział ewidentnej ręki Arboledy w polu karnym, brutalnych fauli Nuneza i Diaza, a także skandalicznego przewinienia zawodnika „Kolejorza” na Draganie Paljiciu. Oczywiście komentatorzy dość subtelnie potraktowali te wszystkie wpadki, ale czego można wymagać od stacji TVN Turbo. Dla mnie, tacy ludzie, jak ten arbiter, zabijają piękno futbolu. Chociaż to spotkanie wiele wspólnego z pięknem nie miało. Pierwsza połowa pod dyktando gospodarzy. Optyczną przewagę na boisku miał Lech, który nie zdołał jednak przekuć żadnej ze swych okazji na bramkę. Najdogodniejszej sytuacji nie wykorzystał Semir Stilić. W 37. minucie. Ładną akcję po lewej stronie popisał się Krywiec. Podał piłkę w pole karne pomiędzy dwoma obrońcami Wisły, a Bośniak mając przed sobą tylko Pareikę kropnął potężne, bez zastanowienia na bramkę. Estończyk zdołał trącić lecącą nad nim futbolówkę, a ta trafiła w poprzeczkę. Pięć minut później stuprocentowej okazji dla Wisły, nie wykorzystał Izraelczyk, Dawid Biton. W drugiej połowię w poprzeczkę trafił, wprowadzony co na boisko Bułgar, Tonev. Znów szczęściu, właściwemu układowi gwiazd, fortunie, losowi, Wiślacy zawdzięczają brak porażki. Lechici mieli stuprocentowe okazje, które powinni wykorzystać. Wisła natomiast wciąż grała bez jakości, stylu i tylko dzięki dobrym biciu stałych fragmentów gry przez Gargułę, była w stanie zagrozić bramce gospodarzy. Po jednej z takiej sytuacji i błędzie stoperów, piłkę dobił Gordan Bunoza i zapewnił zwycięstwo swojej drużynie. Do końca meczu Wiślacy umiejętnie się bronili i mimo rozpaczliwych ataków Lecha, udało im się wywieźć z Poznania skromną zaliczkę. Na uwagę zasługuje kolejne nowatorskie ustawienie zespołu przez Michała Probierza, z Jaliensem na bocznej obronie i Tomaszem Jirsakiem, jako ofensywnym pomocnikiem. Nie pochwalam takich eksperymentów, w meczach o stawkę, ale Dziś „Biała Gwiazda” zrobiła spory krok w kontekście awansu do półfinału Pucharu Polski. Niemniej nic jeszcze nie jest przesądzone!
Najlepszy zawodnik Wisły: Garguła
Najlepszy zawodnik Lecha: Tonev
Co mnie rozbawiło? Zwrotność i mobilność Arboledy, niczym pociągu z węglem, jadącego z maksymalną prędkością.
Co mnie przeraziło? Poziom sędziowania.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Znów występ Jaliensa, który poradził sobie na boku obrony!
Ocena poziomu meczu (w skali 1-6): 3.5
Cytat godny uwagi:
- Może nie było to wielkie widowisko, ale najważniejsze dla nas, że w takiej sytuacji kadrowej, w jakiej jesteśmy, każde zwycięstwo jest na wagę złota. Mamy procent przewagi nad Lechem, ale nie zadowalamy się tym. Takie straty też można odrobić - przestrzega po zwycięstwie w pierwszym ćwierćfinale Pucharu Polski trener Michał Probierz. |
|
Komentarzy:
5
|
|
Szybkie pomeczowe ekspresje: Wisła-Lech 0:0. Marazm "Białej Gwiazdy"!
10 marzec 2012
|

Chciałbym powiedzieć, że zaczynam wątpić w cudotwórcę Probierza, ale nigdy go za niego nie uważałem. Ot, niezły polski trener, który pnie się po szczeblach kariery. Wisłą zagrała ustawieniem 4-3-2-1, chociaż komentatorzy Canal+ twierdzili, że gra dwoma napastnikami. Kolejny powiem profesjonalizmu, po tym jak uznali, że Melikson ma na imię „Roar”. W pierwszej minucie świetną paradą popisał się Pareiko i tylko dzięki temu „krakowanie” praktycznie nie zaczęli potkania od straty bramki. „Kolejorz” miał jeszcze 2 wyśmienite sytuacje i tylko tyle można powiedzieć o tej drużynie we wczorajszym meczu. W każdym razie Probierz silne zagęścił środka pola (Nunez, Wilk, Palijć), na skrzydłach postawił na Ilieva z Kirmem, w ataku wysuniętego Bitona. Beznadziejne ustawienie. Naprawdę. Palijć, którego wszyscy dotychczasowi trenerzy Wisły widzieli w obronie, miał się podłączać do akcji ofensywnych. I robił to – ze wszech miar czytelnie i niedokładnie. Mając swego rodzaju przewagę Wisła dominowała w środkowej strefie boiska – grała pressingiem i odbierała dużo piłek, które przerzucała za obronę Lecha, do wysuniętego Bitona. Nie przynosiło to zupełnie żadnych efektów. Dużo niedokładności, start, brak jakości, silne wypalenie psychiczne piłkarzy. Beznadziejne dośrodkowania, słabe strzały, brak płynności, stylu. Grając przez prawie pół godziny w przewadze jednego zawodnika (czerwoną kartkę zobaczył Możdżeń), Wisła nie potrafiła skutecznie zagrozić bramce rywala. Nawet po zmianach i wejściu na boisko Meliksona z Gargułą. Maor jakby już tracił na jakości. Już nie czaruje z piłką, już nie dogrywa tak dokładnie. To uwłaczające, dla zespołu, dla którego ten mecz był ,w mojej ocenie spotkaniem ostatniej szansy w kontekście walki o mistrzostwo. Cichymi bohaterami byli bramkarze. Z wyniku zaś mogą cieszyć się Lechici, którzy mimo gry w dziesiątkę, utrzymali zdołali wywalczyć jeden punkt. Zachowanie kibiców z Poznania uważam za skandaliczne i żenujące. Żeby gwizdać i śpiewać chamskie przyśpiewki podczas minuty ciszy? Podczas chwili braw ku pamięci Włodzimierza Smolarka? Szkoda nawet słów. Szok...
Najlepszy zawodnik Wisły: Pareiko.
Najlepszy zawodnik Lecha: Kotorowski
Co mnie rozbawiło? Cytat komentatorów: "Arboleda już miał wejśc na boisko, ale nie wiemy dlaczego - poszedł do szatni"
Co mnie przeraziło? Chamstwo kibiców Lecha, podczas wspomnienia Ś.P Smolarka.
Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Występ stoperów Jaliensa i Chaveza.
Ocena poziomu meczu (w skali 1-6): 3
Wyjątkowo pozwolę sobie zacytować portal Weszło, który tym razem trafił w sedno:
"Chcemy wierzyć, że zachowanie kibiców Lecha Poznań zarówno podczas minuty ciszy, która przerodziła się w minutę hańby, jak i podczas tej 54. minuty spotkania było efektem jakiegoś niezrozumienia, braku nagłośnienia na sektorze, dezinformacji itd. Po prostu mamy nadzieję, że ludzie nie potrafią się tak podle zachować i że musi za tym wszystkim kryć się jakieś banalne w sumie wytłumaczenie. A jeśli nie – nie będziemy się do tego poziomu zniżać. Kiedyś tym ludziom – śpiewającym, że Wisła jest taka czy owaka w czasie minuty ciszy – będzie po prostu bardzo wstyd."
|
|
Komentarzy:
3
|
|
Ku pamięci Włodzimierza Smolarka!
08 marzec 2012
|
|
W nocy, z wtorku na środę zmarł wybitny reprezentant Polski, zdobywca trzeciego miejsca na Mundialu w 1982r. W Hiszpanii, Włodzimierz Smolarek.
Karierę rozpoczynał w klubie Włókniarz Aleksandrów Łódzki., gdzie grał w latach 1967-1973. Największe sukcesy przyszło mu jednak odnosić w Widzewie Łódź. Rozegrał tam 181 meczów i strzelił 61 bramek. Ponadto reprezentował barwy: Legii, Eintrachtu, Feyenordu i FC Utrecht. Wystąpił w 60 spotkaniach Reprezentacji Polski, zdobywając 13 bramek. Wynik średni, ale warto podkreślić, że trafiał do siatki w niezwykle ważnych momentach. W 1982 roku na mundialu w Hiszpanii zajął z kadrą prowadzoną przez Antoniego Piechniczka trzecie miejsce. Zasłynął z pamiętnego „tańca z piłką” przy linii bocznej boiska, gdzie dryblował, tak by uciekały cenne sekundy. Manierę tę powtórzył jego syn, Euzebiusz Smolarek, podczas meczu Austria-Polska na Mistrzostwach Europy w 2008r.
Były kolega z boiska, ambasador Euro 2012, Zbigniew Boniek, tak wspomina przyjaciela: - To był piłkarz niesamowicie ambitny, na boisku zawsze potrafił dać z siebie wszystko. Utrzymywanie się przy piłce w rogu boiska w ostatnich minutach - to właśnie wymyślił Włodek. Jest mi go bardzo szkoda(…)Nigdy nie było między nami rywalizacji. Na zgrupowaniach zawsze byliśmy blisko jako piłkarze Widzewa. Był małomówny, spokojny, ale bardzo sympatyczny. Był jednym z tych, z którym można było zamienić kilkadziesiąt słów przez kilkanaście lat, ale i tak traktowało się go jako przyjaciela.
Splendorów nie szczędził również Jan Tomaszewski: - My się z niego śmialiśmy: - Gdzie biegniesz? A on nam pokazywał, że można. Włodek był dla mnie człowiekiem, który walczył do końca. Jeśli można by przetransportować jego boiskową inteligencję, to byłby doktorem honoris causa wielu uniwersytetów - powiedział były reprezentant Polski(…)Był wspaniałym człowiekiem. Sukcesy nie przewróciły mu w głowie. Znał swoje miejsce w szyku, mógłby wskoczyć do wielkiej piłki trenerskiej, ale nie chciał. Oceniał swoje możliwości realnie i wolał pracować z dziećmi, młodzieżą – podkreślił „Człowiek, który zatrzymał Anglię”
Pogrzeb Ś.P. Pana Włodzimierza odbędzie się w sobotę. W niedzielę, w Holandii, przed meczem Feyenordu, zostanie uczczona minutą ciszy jego pamięć. Burmistrz Jacek Łaciński poinformował, że Stadion MOSiR w Aleksandrowie Łódzkim będzie nosił imię Smolarka, tak by pamięć o jego sukcesach była wieczna. Niech spoczywa w spokoju!
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Armia holenderskich trenerów
08 marzec 2012
|

Są rozsiani po całym świecie – od Rosji, po Wyspy Samoa. Budzą powszechny podziw i szacunek. Pojęciem, które im wszystkim towarzyszy jest sukces. To on wypromował holenderskich szkoleniowców, którzy bez dwóch zdań są marką samą w sobie. Zachodni profesjonalizm, unikalna myśl taktyczna oraz klasa i profesjonalizm w relacjach z otoczeniem – to wyznaczniki, które sławią i promują ich na całym globie. W przeprowadzonym przeze mnie na Cafe Futbol FanPage badaniu opinii publicznej, blisko 50% ankietowanych wybrało spośród siedmiu nacji właśnie Holendrów. W czym tkwi ich fenomen? W warsztacie? Umiejętnościach współpracy? A może odpowiednim podejściu psychologicznym? Zapraszam do lektury!
Należy zacząć od kolebki, czyli futbolu totalnego, wprowadzonego przez Rinusa Michelsa. Idea ta zakładała uczestniczenie zarówno w obronie, jak i ataku wszystkich piłkarzy danego zespołu, przy maksymalnym wykorzystaniu pozycji boiskowych. Innymi słowy pełna wymienności funkcji - obrońcy mogli dublować napastników a napastnicy - obrońców przy wzajemnej asekuracji. Piłkarze nie byli przywiązani do swojego miejsca na boisku, atakujący mięli funkcje defensywne, a ich koledzy z tyłu - funkcje ofensywne. To była największa rewolucja taktyczna XX wieku! System ten doprowadził w latach 70-tych reprezentację Holandii do dwukrotnego wicemistrzostwa świata a Ajax do tryumfu w PE w latach 1971-73!
Futbol totalny to w mojej opinii najbardziej efektowne i widowiskowe dla widza ustawienie taktyczne. Oczywiście nie jest to tożsame z tym, że nie doceniam „catenaccio”. Wręcz przeciwnie. Wszystko ma swój urok. Jednak, tym, co łączy kibiców i pasjonatów futbolu na całym świecie jest chęć oglądania bramek. To właśnie ofensywny, otwarty i kreatywny futbol przyciąga ludzi na stadion i przed telewizory. Od najmłodszych lat, na boiskach i podwórkach dzieciom zależało na tym, by strzelać, a nie bronić. To stanowi prawdziwą esencję futbolu. W tym właśnie pionierami są Holendrzy. Oczywiście taktyka ulega modyfikacji, w zależności od okoliczności – rywala, zawodników lub indywidualnych preferencji. Jednak w większości przypadków ich znakiem firmowym jest gra ultra-ofensywna.
Dwa miesiące temu w tekście „Piłka nożna, to nie tylko gra” przedstawiłem zakres desygnatów nazwy tego sportu, wskazując na podstawie sondażu, jak ważne dla kibica są: marketing, PR, atmosfera, promocja sportu, pieniądze, patriotyzm, szacunek wobec piłkarzy, styl, parenetyzm, debata publiczna na poziomie oraz wiele, wiele innych składników. Holenderscy szkoleniowcy, dzięki świetnemu przygotowaniu teoretycznemu i podwalinach wykształcenia, umożliwiają pełną ich realizację i zastosowanie. Znają kilka języków obcych, większość z nich posiada publikacje z zakresu przygotowania mentalnego piłkarzy, szanują kibiców i media, głosząc publicznie, że praca z nimi to „part of the game”. Respektują swoich rywali, komplementując się wzajemnie na konferencjach prasowych. Z jednej strony, trąci to sztucznością i patosem, z drugiej jednak wywołuje podziw, że mimo walki na boisku, nie trzeba żywić do siebie nienawiści.
Rzeczywiście, psychologia sportu odgrywa dla Holendrów spore znaczenie. Jakież było zdziwienie dziennikarzy, gdy Leo Beenhakker nie ukarał Lewandowskiego, gdy ten zszedł i pokazał mu obraźliwy gest? Ba! Wystawił go w następnym meczu i Mariusz rozegrał spotkanie życia. Podobnie klasą błysnął Robert Maaskant, wychodząc na konferencję zamiast zdruzgotanego zamieszaniem wokół gry reprezentacyjnej, Maora Meliksona. Dla nich to normalne, dojrzałem emocjonalnie zachowanie ludzi z klasą, dla Polaków jednak dziwne, odmienne, które trzeba opatrzyć ironicznym komentarzem.
„Czasem szef, czasem przyjaciel” – to maksyma, która przyświeca Holendrom od lat. Wyżej niż pieniądze, cenią relację zawodowe z piłkarzami. Nie obrażają, nie poniżają (jak prostak Smuda), a wykazują wyrozumiałość, zrozumienie dla odmienności, indywidualności. Nigdy nie krytykują publicznie swoich podwładnych, tryskają optymizmem, nie tracą nadziei i pną się po kolejnych szczeblach kariery. Skutecznie i efektownie. Nie wściekają się, a starają wytłumaczyć, ukazać błędy, tak by uniknąć ich w przyszłości. Szanują innych ludzi, mimo że jak sami przyznają, są tylko oni „trampoliną do dalszej kariery.
Oczywiście futbol to gra nieobliczalna. W tym tkwi jej fenomen. Często zdarza się, że obok spektakularnych sukcesów, szkoleniowcy z Kraju Tulipanów notują bolesne klęski i upadki. Ale co z tego? Życie to gra. A w tej grze – oni są obecni i docenieniani na całym świecie.
Z dedykacją dla wszystkich trenerów z Holandii
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Michał Probierz nowym szkoleniowcem Wisły Kraków!
01 marzec 2012
|
Jak poinformował oficjalny serwis Wisły Kraków, nowym szkoleniowcem "Białej Gwiazdy" został Michał Probierz, który z dniem dzisiejszym zastąpił na tym stanowisku Kazimierza Moskala. Właściciel klubu nie zamierzał biernie czekać, aż "Biała Gwiazda" straci szansę na zajęcie miejsca umożliwiającego walkę o awnas do europejskich pucharów. Probierz poprowadzi Wisłę już w meczu z Lechią w Gdańsku.
P.S. Dzisiejszy wpis w formie newsa, bowiem na ocenę i refleksję przyjdzie jeszcze czas. W każdym razie Michał Probierz miał kilka ofert z Polski, zdecydował się wybrać Kraków. To świetny, młody, utalentowany trener, do którego zawsze miałem słabość..
|
|
Komentarzy:
5
|
|
Szybkie pomeczowe ekspresje: Polska - Portugalia 0:0. Niech rzuci kamień, ten, kto wierzył w Perquisa!
01 marzec 2012
|

Prawdę mówiąc, mając w pamięci jak ułożył się mecz z Włochami, spodziewałem się przed pierwszym gwizdkiem, że Portugalia dość gładko to spotkanie wygra. Na 100 dni przed Euro 2012, „Biało-Czerwoni” pokazali, że są w stanie umiejętnie się bronić z reprezentacją, której jeden zawodnik jest wart więcej, niż ich cała jedenastka. To zasługa świetnej gry linii defensywnej i Wojtka Szczęsnego. Dla mnie takim cichym bohaterem spotkania był Perquis. W wywiadzie dla TVP, golkiper Arsenalu Londyn, powiedział: „dajcie „Wasylowi” i Damianowi szóstki” To coś więcej niż kurtuazja kolegi z drużyny, to obiektywne stwierdzenie człowieka, którego głos w debacie publicznej na temat polskiego futbolu jest niezwykle cenny. O ile w meczu z Niemcami, Perquis nie do końca rozumiał się z Arkiem Głowackim, o tyle wczorajsza gra, w parze z Marcinem Wasilewskim, była najlepszym spotkaniem dwójki stoperów za kadencji Smudy, w ogóle. Piszczek z kolei, to klasa światowa, sama w sobie. W reportażu „Polonia Dortmund” Jurgen Klopp stwierdził, że Łukasz jest lepszy od Daniego Alvesa, a proszę mi wierzyć, jest to człowiek, który potrafi publicznie krytykować piłkarzy, choć z klasą, żartem i na wysokim poziomie. Występ Kuby Wawrzyniaka był dość poprawny, drobne błędy w pierwszej fazie meczu, ale sytuacje ratował Szczęsny. Polska zagrała dość bojaźliwie, momentami nadmiernie defensywnie, ale należy ją pochwalić za dojrzałość taktyczną, progres i niezłą formą motoryczną! Można było wygrać, gdyby skuteczni byli Jeleń i Peszko. Jednak absolutnie nie podzielam krytyki internautów, jaka spadła na Irka. Portugalczycy też mieli swoje stuprocentowe sytuacje, których nie potrafili przekuć na bramkę, mimo że sam Cristiano Rpnaldo wart jest 90mln Euro, a cala nasza jedenastka, która wybiegła dziś na murawę 48mln Euro. Jeleń wrócił po kontuzji i pokazał na boisku to, co miał najlepsze – szybkość, ambicję, pressing. Pamiętajmy, że mecz otwarcia z Grecją będzie obligował „Biało-Czerwonych” do zupełnie innej gry – utrzymywanie się przy piłce, kreowania akcji ofensywnych, małej ilości strat! To my będziemy musieli prowadzić grę, a Grecy będą wyczekiwać momentu do kontry….
P.S.
Większość spotkań towarzyskich, ze względu na ich istotę i charakter, kończy się remisem. Obawiam się, że na Euro 2012 grając z tym samym składem, byśmy nie zremisowali. Portugalczycy ok. 70. minuty wyraźnie odpuścili, co chcieli wykorzystać Polacy i odważniej zaatakowali. Niestety nieskutecznie...
|
|
Komentarzy:
3
|
|
Typujemy polską jedenastkę na Euro 2012! Ostateczna wersja kadry "Biało-Czerwonych" na mecz z Grecją!
28 luty 2012
|
Mamy koniec lutego 2012r. Czas na budowanie kadry narodowej dobiega końca. Przedstawiam swoją ostateczną wizję zespołu, który powinien wybiec na Stadionie Narodowym w meczu otwarcia przeciwko Grekom. Poniżej uzasadnienie kontrowersyjnych wyborów. Zapraszam Państwa do zabawy i wpisywania swoich jedenastek!
Boruc*
Piszczek Wasilewski Perquis Dudka
Polański Wilk**
Peszko Melikson*** Błaszczykowski
Lewandowski
* Uzasadnienie w tekście poniżej.
**Wybór na pozycji defensywnych pomocników Czarka Wilka i Eugena Polańskiego, to położenia nacisku na utrzymywanie się przy piłce i stosunkowo małą liczbę strat. To właśnie kreowanie ataku pozycyjnego i gra piłką będą szalenie ważne w starciu z ekipą Grecji.
*** Po mimo że Maor Melikson ostatecznie zadeklarował chęć gry dla Reprezentacji Izraela, negocjacje i zainteresowanie PZPN ze Smudą mogli wyrazić znacznie wcześniej, dać zawodnikowi czas na podjęcie decyzji (vide system hiszpański o którym wspominał na kanwie "Cafe Futbol", Wojciech Kowalczyk) . Był czas, że piłkarz poważnie rozważał chęć gry dla Polski. |
|
Komentarzy:
4
|
|
Wszyscy chcą "Holy Goalie", tylko nie Smuda!
25 luty 2012
|

Temat Artura Boruca pomału urasta do rangi mitycznego w historii polskiego futbolu. Człowiek, który mógł zostać jednym z najlepszych bramkarzy na świecie, nie znalazł uznania w oczach Selekcjonera. Powód? Z pewnością, nie umiejętności, a problemy dyscyplinarne obecnego golkipera Fiorentiny. Ostatnio jednak nastąpił zwrot w relacjach – Boruc postanowił wyciągnąć rękę na zgodę! W sondzie przeprowadzonej przez jeden z portali piłkarskich, blisko 92% uważa, że należy go powołać do kadry! Wynik miażdżący, zważywszy na okoliczności ostatnich występów w Reprezentacji Polski! (9584 osoby; stan na godz. 0:40).
Na łamach programu „Cafe Futbol” Mateusz Borek przyznał: „Dla Boruca powiedzieć przepraszam, to jak wejść na Mount Everest” Mati trafił w sedno. Boruc rzeczywiście ma trudny charakter. Dla nikogo się w życiu nie naginał. Kiedyś publicznie przyznał, że „nie wyobraża sobie swojej osoby w normalnej pracy” i zapewne, gdyby nie futbol, to zacząłby kraść. Myślę, że to hiperbola ze strony Artura. Niemniej ukazuje nam dość nonkonformistyczną postawę wobec świata.
Od strony sportowej, na chwilę obecną niewiele mu jednak można zarzucić. Jest to w polskich realiach kariera kompletna, choć niepozbawiona cierni. Występy na mistrzostwach świata, mistrzostwach europy, w Lidze Mistrzów, Scottish Premier League, w Serie A i w lidze polskiej – to cenne doświadczenie, którego na dziś brakuje młodemu, lecz niezwykle utalentowanemu Wojtkowi Szczęsnemu. Oczywiście przeciwnicy Boruca przypomną mecze eliminacji do Mistrzostw Świata w RPA i szereg kompromitujących interwencji, w tym kiks roku, gdy nie trafił w piłkę podaną przez Michała Żewłakowa. Straciliśmy wówczas kuriozalną bramkę, która jednak jest swego rodzaju symbolem sobiepaństwa wśród piłkarzy końcówki kadencji Leo Beenhakkera.
I właśnie wspomniana rozpusta wśród piłkarzy jest doskonałym argumentem, przytaczanym przez Smudę. Cezary Kucharski wyznał publicznie: „alkohol od lat był problemem na kadrze” Wypada się z nim obiektywnie zgodzić. Problemy dyscyplinarne z zawodnikami miał także Leo Beenhakker. „Biało-czerwoni” potrafili w pięknym stylu pokonać Czechów, by dosłownie i w przenośni - upajając się sukcesem, trzy dni później w głupim stylu zgubić punkty, a nisko notowanym rywalem. Sprawę stawia jasno także Roman Kołtoń: „Nikt nie obraża Boruca, to on obrażał swoją formą kibiców i Leo Beenhakkera”.
Przez całe życie wychodziłem z założenia, że w Reprezentacji Polski powinni grać najlepsi zawodnicy. Rolą trenera natomiast ukształtowanie relacji zawodowej, tak by nawet najbardziej niesforny piłkarz mógł się odnaleźć w drużynie. W każdym zespole, w każdym miejscu na świecie są mniej lub bardziej ułożeni zawodnicy. Franciszek Smuda chciał się osobiście przekonać, czy wizerunek Boruca przedstawiany przez jego poprzedników jest prawdziwy. I niestety Artur dał trenerowi pretekst w pamiętnym locie samolotem do Polski. Teraz jednak wyciąga rękę na zgodę. Smuda odpowiedział mu publicznie: Boruc? Lepiej iść z psem na spacer! W mojej opinii są granice wszelkiej prostoty intelektualnej i emocjonalnej. Smuda to niestety prostak. Nie chodzi nawet o wypowiedzi pod adresem "Holy Goalie", ale całokształt problemów relacyjnych ze światem – kibicami, mediami, własnymi piłkarzami. Jak można było na pytanie o konieczność zatrudnienia w sztabie psychologa, odpowiedzieć: „Nie widzę w kadrze wariatów” Szok! Jednak niski profesjonalizm Smudy to temat na odrębną dyskusję!
Przez cały czas opowiadałem się wyraźnie po stronie Boruca i czynię to nadal. Uważam, że silna potrzeba udowodnienia czegoś kibicom, drużynie i sobie samemu mogłaby predestynować go do naprawdę wysokiej formy podczas Euro 2012. Charyzma, świetna gra na przedpolu, czytanie gry i refleks to wyznaczniki firmowe Artura. W świetnym filmie dokumentalnym „Boruc-prawdziwa historia”, była rzecznik Reprezentacji Polski Marta Alf, tak podsumowała golkipera Fiorentiny: „Artur był jednym z tych zawodników, którzy nigdy nie robili problemów, jeśli była jakaś prośba z zewnątrz (…) zawsze reagował jako pierwszy, bywało także, że nie przychodził na lunch, bo spędzał czas z jakąś dziewczynką, którą rodzice przywieźli na wózku(…)” Marta, jak przystało na ciepłą i inteligentną kobietę, zwróciła uwagę na tę sferę Boruca. Miała rację, bo to rzeczywiście dobry, wrażliwy chłopak, który jak większość - nie chce tego pokazać i trochę w przeszłości miał życiowych zakrętów. Niech wychodzi na prostą jak najszybciej! Wszystkiego dobrego Artur!
|
|
Komentarzy:
15
|
|
Bakero-od bohatera do zera!
22 luty 2012
|
Wszystko wskazuje na to, że przygoda Baska w Poznaniu dobiega końca. Wedle nieoficjalnych informacji, już 27. Lutego na stanowisku trenera Lecha, zastąpi go Michał Probierz! Po kilkunastu miesiącach, właściciel Lecha, Jacek Rutkowski zreflektował się, że klub nie zmierza we właściwym kierunku…
Gdy przychodził do „Kolejorza” jako były, wybitny piłkarz FC Barcelony, rozbudził nadzieję wszystkich kibiców, ale i stwarzał wątpliwości, czy aby zasłużył na objęcie klubu w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Wygrana z Manchesterem City 3:1 rodziła pytanie - w jakim stopniu jest to sukces Baska, a w jakim Jacka Zielińskiego, dotychczasowego trenera Lecha. Jednak późniejsze mecze szybko rozwiały złudzenia. Od byłego zawodnika Dumy Katalonii można było oczekiwać wpajania gry opartej na pressingu i krótkich podaniach. Czegoś takiego uczył Lechitów Franciszek Smuda, a skrzętnie próbował wyperswadować jego następca. Bakero jednak targały wątpliwości. Wyraz temu dał w rewanżowym meczu z Bragą, ustawiając na skrzydle Rudnevsa, a na pozycji wysuniętego napastnika Semira Stilicia. Błąd ten kosztował Lecha odpadnięcie w 1/16 finału Ligi Europejskiej, a nie oszukujmy się, drużyna miała wówczas potencjał, by zajść znacznie dalej. Porażka nie obciąża w całości Hiszpana, bowiem i piłkarze byli nieco wypaleni i wyeksploatowani, jednak każe zwrócić uwagę na brak profesjonalizmu.
Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w Ekstraklasie. Lech niemal w każdym meczu tracił punkty. Skutkiem, czego nie zajął w tabeli miejsca, premiowanego grą w europejskich pucharach. Bakero, ani myślał przyznać się do błędu i podać do dymisji. Rozpoczęcie kolejnego sezonu kreowało „Kolejorza” jako faworyta do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Jeden z najbogatszych zespołów, piękny stadion, fanatyczni kibice i brak obciążenia w postaci gry „na trzech frontach”- te argumenty stawiały sprawę jasno. Wysoka wygrana na inaugurację z ŁKS-em zdawała się potwierdzać tezę, że Lech od samego początku długo będzie piastował fotel lidera. Nic z tych rzeczy. Bakero przegrał z Wisłą, tracił punkty ze słabeuszami. Mateusz Borek z Polsatu Sport pytał publicznie, jak to możliwe, że rok temu ten zespół potrafił wyeliminować Juventus, pokonać Manchester, by teraz na trzy mecze, zdobywać tylko jeden punkt.
Bakero mydlił jednak oczy swoimi teoriami właścicielowi Lecha, Jackowi Rutkowskiemu. Snuł wizje o potędze, głosił, że potrzebuje czasu. Nie dali się na to nabrać kibice w Poznaniu, którzy skandowali: „chcemy trenera, a nie Bakera”. To nie tylko próba wymuszenia na zarządzie zmian, ale i wyraźne podkreślenie, że Bask uczył się w Poznaniu zawodu szkoleniowca.
Rutkowski trwał twardo przy swoim stanowisku. Poszedł na przekór kibicom i wyraził publiczne poparcie dla Hiszpana. Doprowadził tym samym do skandalicznie niskiej, jak na warunki stolicy Wielkopolski, frekwencji przy ul. Bułgarskiej. Poznaniacy nie chcieli oglądać Lecha, pozbawionego stylu, pomysłu, przewidywalnego i wykazującego brak radości z wykonywanego zawodu. To perspektywa widza. Bakero miał jednak swoją koncepcję. Dość naiwną. Chciał grać, jak Barcelona, nie mając do tego wykonawców. Co więcej, Baskiem ciągle i wciąż targały wątpliwości personalne.
Dopiero po serii wpadek, w tym przegraniu z Bełchatowem, cierpliwość właściciela się skończyła. Wedle nieoficjalnych informacji, nowym szkoleniowcem ma zostać Michał Probierz. Myślę, że to dobra decyzja. Zna polskie realia i ma spore sukcesy, jak na swój wiek. Idealny, by uporządkować pewne sprawy. A Bakero? Jego przygoda dobiegła końca. Miły, inteligentny, kulturalny człowiek z piękną kartą jako piłkarz w historii futbolu i niestety z blamażem jako trener. Przegrał niemal wszystko, stracił uznanie kibiców, właściciela, piłkarzy…
P.S.
Żebyście Państwo źle nie zrozumieli. Nigdy nie uważałem i nie uważam Jose Marii Bakero za „zero” Tak ocenia go opinia publiczna. Przyjechał do Poznania jako wielka gwiazda, były piłkarz Barcelony, a wyjeżdża w niesławie, znienawidzony. Roztrwonił swój wizerunek, który do pewnego momentu był niepodważalny.
|
|
Komentarzy:
5
|
|
Smuda-odmładzanie, czy sięganie do "pamiętników" Beenhakkera?
22 luty 2012
|
Selekcjoner Reprezentacji Polski wielokrotnie głosił chęć odmłodzenia drużyny narodowej, wolę pozostawienia zgranego, doświadczonego materiału dla swojego następcy. Tymczasem poprzedni rok pokazał, że Franz po raz kolejny odstępuje od swoich zasad. W meczu z Niemcami wystąpiło aż trzech zawodników, którzy stanowili formację defensywną w meczu pożegnalnym Euro2008, z Chorwacją. Holender desygnował wówczas do wyjściowego składu: Dudkę, Wawrzyniaka, oraz Wasilewskiego. Ponadto w środku pola znalazł się Rafał Murawski. Wszyscy oni wystąpili w meczu otwarcia PGE Areny, w Gdańsku! Quo vadis, Franek?
W pamiętnym spotkaniu z Hiszpanią, przegranym przez Reprezentację Polski 0:6, w linii obrony wystąpili Glik i Wojtkowiak. Warto tylko wspomnieć, że średnia wieku podstawowej jedenastki wyniosła wówczas 26,1 lat (liczone w każdym z meczów - rocznikowo). Z Kamerunem natomiast 25,8. Dla porównania, w spotkaniu ze Słowenią w Mariborze (pożegnalny mecz Beenhakkera), współczynnik ten był równy 28,6. Mogłoby się zdawać, że plany Selekcjonera pokrywały się ze słowami. Jednak, mecze z Francją, Niemcami (~27,2), czy Włochami (~26,5), to już zdecydowana zmiana koncepcji. Czyż nie miał racji Wojciech Kowalczyk, pytając ironicznie o powrót Michała Żewłakowa? Wówczas mielibyśmy archaiczną, ale doświadczoną linię obrony. Taką, jaką próbowali dotychczasowi trenerzy kadry, od których Smuda publicznie się odcinał. Franz jednak – jak mawia legendarny już komentator, Dariusz Szpakowski - „pogubił się we własnych poczynaniach” Zbyt późno uzmysłowił sobie biedę polskiej piłki i zrozumiał, że selekcja, to coś więcej, niż praca z zasobem, jakim dysponuje klub piłkarski.
Problem wieku naszych kadrowiczów i braku napływu młodych piłkarzy nie obciąża całkowicie Smudy, którego można i trzeba krytykować, w zakresie selekcji – jej czasu, sposobu i efektywności. Jednak stagnacja w polskiej piłce to problem głębszy, dotyczący całego systemu szkolenia młodzieży: przeznaczania środków pieniężnych, infrastruktury, a także marnotrawstwa talentów - niewłaściwych decyzji podopiecznych zawodnika, oraz przyczyn z innej półki – nałogów i uzależnień. Dobra szkółka to taka, która skoryguje błędy, pokaże, co można zrobić lepiej, a od samego młodego człowieka zależy, czy i jak podejdzie do owych rad. Nie tak dawno Roman Kołtoń stwierdził na kanwie blogu „a bramki są dwie…”., że czas na pokolenie Romana Koseckiego, Cezarego Kucharskiego, Grzegorza Mielcarskiego, Marka Koźmińskiego, czy Andrzeja Juskowiaka. „Kto ich jednak dopuści do pełnienia odpowiedzialnych funkcji?” No, właśnie! Kto..?
Średnia wieku piłkarzy T-Mobile Ekstraklasy wynosi 26,44 (wyliczenia na podstawie danych Eurosport), przy procentowej ilości obcokrajowców, do naszych rodaków ~34,5 % (stan po rundzie jesiennej – grudzień 2011). Najmłodszy zespół posiada Widzew Łódź (23,9), najstarszy ŁKS (31,0). Co więcej, „Widzewiacy” mają w szerokiej kadrze aż czterech polskich piłkarzy poniżej 20. roku życia (na podstawie transfermarkt.de). Dla porównania: Legia pięciu, Wisła i Śląsk jednego, Zagłębie dwóch. Wolimy sprowadzać z zagranicy, niż szkolić własnych wychowanków. Oczekujemy sukcesów, żyjąc przeszłością – triumfami Górskiego, czy Piechniczka, mimo że nie zapracowali na nie działacze, włodarze, politycy. Zasłużyli kibice, bo Ci, od lat są z Biało-Czerwonymi w różnych zakątkach globu.
Kilka miesięcy temu, w jednym z wywiadów, ówczesny trener Wisły Kraków, Robert Maaskant przyznał, że jeżeli zagramy, tak jakby wskazywał na to stan polskiego futbolu, to na Euro2012 nie mamy, czego szukać. „Smuda musi zrobić coś więcej” – rzekł elokwentny Holender. Dodam od siebie, że chodziło o wyjście poza pewne granice – geograficzne, nie - moralne, oczywiście. Stąd Selekcjoner jakiś czas temu wykreował wizję reprezentacji, opartej na piłkarzach ze świata. W szeroko określonej, dla „Przeglądu Sportowego” kadrze znalazło się miejsce, dla czterech naturalizowanych Polaków. Wszyscy oni mają szansę występu w podstawowej jedenastce na meczu otwarcia. Czy jest w tym coś złego? Oczywiście, że nie. Kryterium oceny leży w intencjach i podejściu do Polskości szeroko rozumianej. Jeżeli ktoś ma serce do gry i na turnieju zostawi na boisku płuca, grając z orłem na piersi, to chyba każdy kibic będzie w stanie wybaczyć, że kaleczy język polski, czy nie zna piosenek Lady Pank. Tylko w tym wszystkim jest jeden, jedyny szkopuł. Ewentualny sukces na Euro2012 przyćmi ułomność polskiej piłki: wieloletnią korupcję, złe rządy działaczy, w tym administrowanie budżetem, oraz to, co stanowi clue tego tekstu, czyli brak systemu szkolenia młodzieży z prawdziwego zdarzenia.
Teraz jest czas, by każdy uderzył się w pierś i zastanowił w duchu, czego tak naprawdę oczekuje. Swego rodzaju apel wystosował kilka miesięcy temu Szef Sportu Interia.pl, Michał Białoński – „Do strażników czystości reprezentacji Polski” To także moment na konkretyzację planów Selekcjonera, Franciszka Smudy – odmładzania, czy sięgania do „pamiętników” Beenhakkera?
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Wisła i Legia-szacunek za postawę w Lidze Europejskiej!
17 luty 2012
|
Skazywane przez bukmacherów na pożarcie polskie zespoły godnie się zaprezentowały w 1/16 Ligi Europejskiej. Ambitnie, walecznie, z poświęceniem, grając do końca były w stanie wywalczyć remisy! Mamy kolejne punkty rankingowe, ale z wyników niestety, cieszyć się mogą rywale.
Osłabiona sprzedażą czołowych piłkarzy Legia Warszawa nie zawiodła swoich kibiców. Dwukrotnie obejmowała prowadzenie, by zremisować ostatecznie 2:2. Zabrakło skuteczności. Sytuacji ‘sam na sam’ nie wykorzystali Żyro oraz Ljuboja. W tym właśnie tkwi trudność i prestiż europejskich pucharów – każdą klarowną sytuację trzeba zamieniać na bramkę. W T-Mobile Ekstraklasie „Wojskowi” wykreowaliby zapewne jeszcze kilka stuprocentowych okazji. Ale nie na arenie europejskiej. Cóż można powiedzieć o zawodnikach Sportingu? Że kompletnie sobie nie radzili w tych warunkach. Grali ospale, bardzo blisko siebie, krótkimi podaniami. Jednak indywidualne umiejętności i technika zaważyła na korzystnym rezultacie. Legioniści natomiast nie tracą wiary! W wywiadzie dla Polsatu Sport, Michał Żewłakow przywołał pamiętną batalię ze Spartakiem. Na Pepsi Arena również padł remis 2:2, ale na Łużnikach lepsi byli warszawiacy (2:3). Legia potrafi grać mecze wyjazdowe. Tego jestem pewien! Niesamowicie zdominowali chociażby Rapid Bukareszt, praktycznie cały czas utrzymując się przy piłce i kreując akcje ofensywne.
Wisła Kraków pozornie miała mieć łatwiejsze zadanie. Naprzeciwko Standard Liege, wicemistrz Belgii. „Biała Gwiazda” mogła prowadzić już w czwartej minucie, kiedy sam na sam z bramkarzem Standardu znalazł się Łukasz Garguła. Niestety spudłował o centymetry. W 18. minucie ten sam zawodnik trafił z rzutu wolnego w poprzeczkę! Jak mawia stare piłkarskie porzekadło: „nie wykorzystane sytuacje się mszczą”. W 26. minucie katastrofalnie piłkę zagrywa Gervasio Nunez, którą przejmuje piłkarz Standardu. Wpada w pole karne, rozpaczliwie próbuje interweniować Michał Czekaj, który zbyt silnie gra ciałem i powala Yoni Buyensie na murawę. Sędzia pokazuje czerwoną kartkę i dyktuje rzut karny, który na bramkę zamienia Cyriac. Można było odnieść wrażenie, że to tylko początek kłopotów krakowian. Jednak ambitnie grająca Wisła była w stanie w końcówce wyszarpać remis. Wypada się zgodzić z Trenerem Moskalem, że grając w osłabieniu, to Wisła utrzymywała się przy piłce i kreowała sytuację na boisku. Styl oparty na pressingu i krótkich podaniach na jeden kontakt mógł się momentami podobać. Belgowie natomiast wykazywali wielką dojrzałość taktyczną i świetną organizację gry. Tyle tylko, że po strzeleniu bramki w pierwszej połowie, nie mieli ambicji pójść za ciosem i już w pierwszym meczu rozstrzygnąć rywalizację.
Cały szkopuł w tym, że te wyniki są korzystne dla rywali polskich drużyn. Jednak nie pozbawiają nas emocji i szans na awans. W tym sezonie los napisał tak niespodziewane scenariusze z udziałem Wisły i Legii, że kto wie, czy po raz pierwszy w historii nie będziemy mieć dwóch zespołów w 1/8 europejskich pucharów…
|
|
Komentarzy:
6
|
|
"Kto wybrał drużyny do tego meczu?"-Czyli teatr niekompetencji z udziałem najważniejszych osób w państwie!
11 luty 2012
|
Roman Kołtoń ujawnił na swoim koncie na Twitterze, że Minister Mucha raczyła podczas jednej z narad zadać niezwykle inteligentne pytanie! „Kto wybrał drużyny do tego meczu?” Brzmi szokująco, że osoba odpowiedzialna za tak ważny resort, wykazuje ignorancję i niewiedzę. Jednak to tylko fragment większej całości - braku kompetencji, ludzi, którzy zarządzają polską piłką…
Prawdę mówiąc myślałem, że Joanna Mucha wybrnie inteligentnie ze swej niewiedzy. Nic bardziej mylnego. W programie TVN 24 przyznała, że nie miała pojęcia o tym, że ten mecz to Superpuchar. Dla mnie to żenujące. Wpadek i kompromitacji stale przybywa. Nie tylko związanych z ignorancją nowej Minister Sportu.
Jakże tragicznie brzmiały słowa Selekcjonera Reprezentacji Polski, Franciszka Smudy, który zapytany o konieczność zatrudnienia w sztabie psychologa sportu, odparł: „nie mamy w drużynie wariatów”. Są granice wszelkiej głupoty i prostoty. Współczesne czasy sprowadzają zawód trenera, nie tylko do przygotowania fizycznego, czy właściwego doboru zawodników, ale nade wszystko do umiejętności psychologicznych - oddziaływania na zawodników o różnych konstrukcjach mentalnych! Jakim psychologiem jest Jose Mourinho? Jakim Pep Guardiola, Arsene Wenger, Ferguson? Jakimi nawet byli w polskich warunkach: Robert Maaskant (kilka publikacji z zakresu przygotowania mentalnego piłkarzy), czy Leo Beenhakker. Stres jest normalną reakcją, a umiejętność radzenia sobie z nim jest niezbędna do należytego wykonywania swej pracy. Smuda jednak tego nie rozumie. Że pominę fakt obrażenia wszystkich tych, którzy leczą takie choroby, jak depresja, czy bezsenność. Szok!
Całości koszmarnego wizerunku polskiej piłki dopełnia człowiek – wpadka, Grzegorz Lato, który przyznaje publicznie, że wraz z zarządem nie czyta dokumentów, które podpisuje. No, cóż… Szkoda słów.
- Przyznaję się. Nie przeczytałem projektu i nie zapytałem się, co z orzełkiem. Na jednej z dalszych stron było napisane, że orzeł znika, a zastępuje go godło przestrzenne. Tak samo nikt nie przeczytał tego z zarządu. Mam żal do siebie, że nie zapytałem się, co z orzełkiem - powiedział Grzegorz Lato w rozmowie z TVP.
Rzecznik PZPN, Agnieszka Olejkowska wysyła pisma z błędami na adresy e-mail dziennikarzy. Pominę ortograficzne, aby nie być posądzonym o arogancję, ale błędy rzeczowe, dotyczące planu meczów Reprezentacji Polski to ju gruba przesada.
Na koniec absolutny hit tego tygodnia. "Żaden z 61 kandydatów nie jest wystarczająco wykwalifikowany, aby zastąpić na stanowisku sekretarza generalnego PZPN Zdzisława Kręcinę. Póki, co obowiązki w zastępstwie zmuszony jest pełnić Waldemar Baryło. Czasami się zastanawiam, gdzie ja jestem? W teatrze niekompetencji…?
|
|
Komentarzy:
1
|
|
Typujemy polską jedenastkę na Euro 2012! [cz.5]
05 luty 2012
|
Wznawiam typowanie jedenastki Reprezentacji Polski na mecz otwarcia Euro 2012! Co jakiś czas na tym blogu będzie pojawiać się aktualizacja – moich wybrańców, którzy na dzień dzisiejszy powinni stanowić o sile pierwszej drużyny. Zapraszam także Państwa do zabawy i typowania! Wybór należy do was! Każdy może być selekcjonerem! Poniżej moje zestawienie. Co Wy na to, by zagrać bardzo defensywnie? Prowokacyjne zestawienie...
Boruc
Piszczek Komorowski Żewłakow Dudka
Polański Matuszczyk Wilk
Błaszczykowski Brożek
Lewandowski
|
|
Komentarzy:
4
|
|
Super - klapa, czy Superpuchar?
04 luty 2012
|

Nie tak dawno na kanwie tego blogu pisałem, że po raz pierwszy spotkanie o Superpuchar między Wisłą a Legią może być naprawdę prestiżowe. I owszem, mogło, ale najprawdopodobniej w ogóle się nie odbędzie!
Wszystko zaczęło się od skandalicznej wypowiedzi Wojewody Mazowieckiego, Jacka Kozłowskiego, który raczył palnąć w czasie posiedzenie komisji sportu następującą bzdurę: "Mecz 11 lutego byłby imprezą wysokiego, mogę wręcz powiedzieć, najwyższego ryzyka. Stadion był budowany pod kątem imprezy międzynarodowej, gdzie wymogi są inne. Nie jest przygotowany na taki mecz". Ludzie, litości! Dwa miliardy euro z budżetu państwa zostało przeznaczone na wybudowanie największego i w założeniu najbardziej nowoczesnego stadionu w Polsce i Europie., po to, aby rozgrywać na nim wszelkie rozgrywki: krajowe, międzynarodowe, a gdy zaistnieje taka możliwość, również finały europejskich pucharów. Mecz, o Superpuchar miał być uroczystą inauguracją Stadionu Narodowego, swoistym przetarciem przed spotkaniem z Portugalią...
Problemów z obiektem jest wiele: brak murawy (rzekomo miałaby być zamontowania dzień przed spotkaniem), wystające przewody, brak barierek, które odgradzałyby zwaśnionych kibiców. Właśnie powtórki zdarzeń z finału Pucharu Polski najbardziej obawia się policja., która razem ze strażą pożarną i instytucją sanepidu, zgłosiły swoje zastrzeżenia.
Kabaret odgrywa się na naszych oczach dalej. Prezes PZPN, Grzegorz Lato, mimo że meczów reprezentacyjnych problemy i zastrzeżenia w pełni nie dotyczą, rozważa przeniesienie batalii z Portugalią na Stadion Miejski we Wrocławiu.
Niestety wszystko wskazuje na to, że mecz o Superpuchar nie odbędzie się w ogóle. To już moim zdaniem gruba przesada. Dostaliśmy organizację Euro 2012, mamy dwa kluby w 1/16 Ligi Europejskiej, w polskiej piłce jest, co raz więcej pieniędzy, a mimo to bliska jest kolejna kompromitacja. Taktem milczenia pomijam termin rozgrywania meczu (wybrano luty, bo spotkanie było dedykowane Stadionowi Narodowemu). Ekstraklasa S.A. złożyła odwołanie, przedstawiając własną wizję – koncepcję oddzielenia kibiców. Zgodę i zatwierdzenie musi wydać policja. Oby, rzutem na taśmę udało się zorganizować to spotkanie. Świat patrzy i wyciąga wnioski…
P.S.
Jakiś czas temu przeczytałem, że Grzegorz Lato wystąpił z propozycją prawa organizacji finałów: Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. Ciszej nad tą trumną…
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Jaka jest Wisła Kazimierza Moskala?
01 luty 2012
|

Prawdę mówiąc, oglądając pierwsze spotkanie Atlantic Cup między Mistrzem Polski, a Mistrzem Szwecji, starałem się skoncentrować na różnicach w zamyśle taktycznym między drużyną dotychczasowego szkoleniowca „Białej Gwiazdy” Roberta Maaskanta, a zespołem Kazia Moskala.
Po pierwsze, piłkarze nie „grają na wynik”. To jednak było największą bolączką cenionego i szanowanego przeze mnie Holendra. Obecna Wisła jest bardziej ofensywna, grająca wysokim pressingiem, dynamicznie, nieunikająca oskrzydlających akcji. Więcej w tym jest krakowskiej piłki, jak przyznał, komentujący dla stacji Orange Sport, spotkanie z Helsinborgiem, Andrzej Iwan. Po drugie, Moskal zaaplikował treningi siłowe. To swego rodzaju novum, dla tych Wiślaków, którzy przygodę z Krakowem rozpoczęli za kadencji Maaskanta. Wyszkolenie fizyczne mogło imponować, na tle Szwedów znajdujących się w zupełnie innym punkcie obozu przygotowawczego – ospałych, wolnych, pozbawionych dynamiki i dokładności podań. Na pierwszy plan wysuwa się również konsekwentna gra obronna Mistrzów Polski, nie dopuszczanie zbyt blisko własnej bramki, rywala. Świetna forma Michała Czekaja, który pokazuje, że jeśli tylko jest zdrowy (a to zdarza się rzadko), to może, mimo młodego wieku, grać na najwyższych obrotach. Świetnie czyta grę, kapitalnie przecina prostopadłe piłki zagrywane przez rywali. Klasą błyszczą Meliskon i Biton – tutaj nic się nie zmieniło. Maor wyprzedza całą polską piłkę o dekadę, a „Dudu” swą skutecznością, przyprawia właściciela o ból głowy – wykupić go z Belgii, czy nie? Na pochwałę zasługuje Kew Jaliens, któremu przerwa młodego grze dobrze zrobiła. Nie gra, aż tak tragicznie, jak mu się to zdarzało. Problemem wciąż jest skuteczność i wykończenie akcji. Wiele do życzenia pozostawia sposób rozgrywania stałych fragmentów… Dzisiaj przed Wiślakami kolejne spotkanie w towarzyskim turnieju Atlantic Cup. Tym razem rywalem będzie FC Midtjylland
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Czas zmian, czyli kilka słów o zimowych transferach...
31 styczeń 2012
|
Dzisiaj na Zachodzie zamyka się okienko transferowe. Wedle dokumentacji na stronie Polskiego Związku Piłki Nożnej, w Polsce potrwa do 28. Lutego. Prześledźmy najciekawsze transfery w polskiej piłce nożnej. W kontekście Reprezentacji Polski – w większości dość pozytywne i budujące!
Paweł Brozek
Wypożyczony z Trabzonsporu do Celticu Glasgow. Świetna decyzja w kontekście Euro2012. Były Wiślak musi wywalczyć miejsce w podstawowym składzie, aby trafić z formą, na Turniej. Z pewnością nie będzie to łatwe, wszak konkurentów ma naprawdę poważnych. Przypomnę tylko takie nazwiska, jak: Gary Hooper, Georgios Samaras, Anthony Stokes. Popularny w Krakowie „Broziu” lepiej niech nie chwali się publicznie na Celtic Park, że rozważał występy dla Rangersów. Wybór Pawła chwali także Maciek Żurawski: „Pozytywnie odnoszę się do tego transferu. Celtic ma dobra renomę. Liga szkocka jest specyficzna, ale dla Pawła to dobry krok. Od przenosin do Trabzonsporu forma trochę mu uciekała. Jestem przekonany, że dostanie szansę. Wszystko tak naprawdę zależy od niego samego.”
Ariel Borysiuk
Kolejny polski piłkarz w Bundeslidze. Wybrał Kaiserslautern, choć jeszcze wczoraj negocjował z belgijskim, Club Brugge. Jeżeli ufać niemieckiemu „Kickerowi”, to Belgowie proponowali znacznie korzystniejsze warunki. Borysiuk wybrał ligę niemiecką, bardziej prestiżową i medialną. Być może decydujący wpływ na tę decyzję miała obecność w sztabie szkoleniowym Polaka – Artura Płatka, czy nowego nabytku FC, Jakuba Świerczoka. Legia zarobiła na tym transferze ok. 2mln euro, osłabiając się jednak na pozycji pomocnika, w kontekście meczów w Lidze Europejskiej.
Ebi Smolarek
Kariera pełna zawirowań. Był bohaterem el. Euro 2008. Jednak od czerwca 2008 roku nie zagrzał miejsca Boltonie, ani w Kavali, ani w Polonii Warszawa, ani w Al-Khor. Do tego doszły problemy natury dyscyplinarnej. Ebi, przy całym szacunku do jego osoby, był jednak symbolem sobiepaństwa piłkarzy za kadencji Leo Bennhakkra. Józef Wojciechowski swego czasu odesłał go nawet do Młodej Ekstraklasy. Później ćwiczył w Polonii indywidualnie, aż wreszcie rozwiązał kontrakt. Teraz czas na zmiany. Polak związał się półroczną umową z ADO Den Haag. Drużyna ta nie zalicza się do holenderskich potentatów. Delikatnie rzecz ujmując. Myślę, że to idealne miejsce, na odzyskanie formy, dla wypalonego już Smolarka.
Grzegorz Sandomierski
Niezwykle zawrotna kariera. Sprzedany z Jagielloni do Racing Genk, po paru miesiącach został wypożyczony przez Belgów, do klubu z Białegostoku… Może to i lepiej. Będzie miał gwarancję regularnych występów.
Aviram Baruchyan
Nowy nabytek Polonii Warszawa. Casus potwierdzający modę na piłkarzy z Izraela w polskiej lidze. Każdy chce znaleźć drugiego Meliksona, czy Bitona. Życzę powodzenia, uśmiechając się ironicznie pod nosem…
Adrian Budka
Podpisał 2.5 letni kontrakt z Pogonią Szczecin. Dla Pogonian może być do dobre wzmocnienie środka pola. Walczą o awans do T-Mobile Ekstraklasy. Po rundzie jesiennej zajmują fotel lidera. Pytanie tylko, dlaczego Widzew pozbył się pomocnika?
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Typujemy polską jedenastkę na Euro 2012! [cz.4]
19 styczeń 2012
|
Wznawiam typowanie jedenastki Reprezentacji Polski na mecz otwarcia Euro 2012! Co jakiś czas na tym blogu będzie pojawiać się aktualizacja – moich wybrańców, którzy na dzień dzisiejszy powinni stanowić o sile pierwszej drużyny. Zapraszam także Państwa do zabawy i typowania! Wybór należy do was! Każdy może być selekcjonerem! Poniżej moje zestawienie:
Boruc*
Piszczek Komorowski** Żewłakow Wawrzyniak
Dudka Wilk
Błaszczykowski Peszko
Brożek***
Lewandowski
* Na chwilę obecną jego występy w Serie A są bardzo dobre. Za Arturem przemawia doświadczenie na wielkich imprezach sportowych, charyzma i odwaga.
** Za dobre występy z Legią w Lidze Europejskiej.
*** Jeżeli transfer do Glasgow Rangers okaże się prawdą i Broziu „odnajdzie się w prawdziwej piłce”.
|
|
Komentarzy:
8
|
|
Superpuchar Polski - po raz pierwszy będzie naprawdę prestiżowo!
12 styczeń 2012
|
Do tej pory spotkania o to trofeum nie cieszyły się zbytnią popularnością. Kameralne stadiony, drużyny traktujące ten mecz, jako przykrą konieczność, mało atrakcyjne oprawy i niski poziom sportowy. 11. lutego 2012r. po raz pierwszy może być inaczej ! Naprzeciw siebie staną Wisła-Legia.
Atrakcyjność widowiska z pewnością podniesie debiut Stadionu Narodowego w Warszawie – areny otwarcia Euro 2012. Nowy obiekt być może przyciągnie komplet widzów, którzy zobaczą batalię między Mistrzem, a zdobywcą pucharu Polski. Uwagę z pewnością przykuwa termin. To skutek decyzji władz Ekstraklasa S.A., po tym jak nie udało się znaleźć odpowiedniego stadionu do rozegrania spotkania 23 lipca 2011r. Wykluczono PGE Arenę i stadion we Wrocławiu, z uwagi na przyjazne relacje kibiców z Wiślakami. Wybrano Stadion Narodowy, który znajduje się w bliskim sąsiedztwie Pepsi Areny. Niby logiczna argumentacja, ale jednak w sposób uprzywilejowany traktująca sympatyków „Wojskowych”.
Ten termin to także szansa na prawdziwy sprawdzian przygotowań po przerwie zimowej, jakiego nie zagwarantowałyby sparingi. Dodatkowego smaczku starciu nadaje fakt, że po raz pierwszy od 42 lat mamy na wiosnę dwa zespoły w europejskich pucharach. W 1/16 Ligi Europejskiej, Wisła zmierzy się ze Standardem Legie, natomiast Legia ze Sportingiem Lizbona. W opinii wielu osób, to właśnie „Biała Gwiazda” i „Wojskowi” są głównymi rywalami do tytułu mistrzowskiego. Krakowianie ponadto będą chcieli odegrać się za dwie ostatnie ligowe porażki, 2:0.
Faworytem jest Legia Warszawa, z racji dobrze skonstruowanej formacji defensywnej, opartej na Żewłakowie, Komorowskim, Wawrzyniaku i obecności takich graczy, jak Ljuboja, czy Kuciak. Wisła z kolei to wciąż wielka niewiadoma. Szansę pracy z zespołem na dłużej otrzymał Kazimierz Moskal. Mecz o Superpuchar jest jednocześnie dla operatora stadionu oraz dla miasta doskonałym testem przed czerwcowym turniejem - powiedział Andrzej Rusko, prezes zarządu Ekstraklasy. Transmisję z tego spotkania przeprowadzi w kanale otwartym Polsat oraz Polsat Sport o godz. 20.00. |
|
Komentarzy:
3
|
|
Piłka nożna to nie tylko gra!
04 styczeń 2012
|
Dlaczego zrobiłem ten sondaż? W odpowiedzi na zarzuty tych wszystkich, którzy podnoszą głos i twierdzą: „trener jest od trenowania”, „piłkarze od grania” Dla mnie piłka nożna to produkt złożony. Liczą się:
a) gra
b) atmosfera
c) promocja futbolu
d) marketing, biznes
e) relacje publiczne z mediami i kibicami
f) kształtowanie wizerunku piłki na arenie międzynarodowej
g) pieniądze
h) patriotyzm
i) szacunek piłkarzy
j) styl gry
k) f. parenetyczna – dostarczanie wzorców, z którymi ludzie będą chcieli się utożsamiać
l) debata publiczna na pewnym poziomie
m) umożliwienie realizacji pasji
n) czyste sportowe emocje
WNIOSKI:
1. Prawie połowa ankietowanych krytycznie odnosi się do kadry Franciszka Smudy, wspominając jego poprzedników. Innymi słowy – w większym stopniu utożsamiali się z zespołami poprzednich selekcjonerów, w ostatniej dekadzie.
2. Kadrę Pawła Janasa wyróżniło… 0 osób. W pamięci kibiców nie zabliźniły się rany spowodowane izolacją od mediów, zamykaniem treningów, arogancją.
3. Z „11” ostatniej dekady największą sympatię wzbudzał zespół Jerzego Engela. Utrwalony w pamięci masowej jako szanujący kibiców i zgrany – mentalnie oraz sportowo. Wspólne grille z piłkarzami, trenerem i dziennikarzami, wpływały na atmosferę.
4. 46% nie zwraca uwagi na osobę trenera – zawsze będzie kibicować Reprezentacji Polski, a szkoleniowiec będzie wzbudzał mniejsze lub większe emocje.
5. Kadra Leo Bennhakkera – jako grupa złożona z piłkarzy w podobnym wieku, z trenerem, mentorem, który do nich trafiał podczas el. ME 2008, uzyskała 21%.
6. Z kadrą Smudy utożsamia się 5% ankietowanych. Dlaczego? Zapraszam do wyliczenia zawartego we wstępie tekstu...
Zawsze będę kibicował Reprezentacji Polski, ale nie jest to tożsame z tym, że każdą „11” lubię i traktuję tak samo. Piłka nożna to nie tylko gra… |
|
Komentarzy:
5
|
|
Typujemy polską jedenastkę na Euro 2012! [cz.3]
01 styczeń 2012
|
Wznawiam typowanie jedenastki Reprezentacji Polski na mecz otwarcia Euro 2012! Co jakiś czas na tym blogu będzie pojawiać się aktualizacja – moich wybrańców, którzy na dzień dzisiejszy powinni stanowić o sile pierwszej drużyny. Zapraszam także Państwa do zabawy i typowania! Wybór należy do was! Poniżej moje zestawienie:
Szczęsny*
Piszczek Komorowski** Żewłakow Wawrzyniak
Dudka Wilk***
Błaszczykowski Melikson**** Peszko
Lewandowski
* Co nie wyklucza powołania Artura Boruca.
** Na chwilę obecną za „Prezydentem” przemawiają dobry występy w europejskich pucharach
*** Za dobre występy w europejskich pucharach, inklinacje ofensywne i za to, że potrafił uporządkować środek pola, pod nieobecność Radka Sobolewskiego.
**** jeżeli jednoznacznie zadeklaruje chęć gry w Reprezentacji Polski
|
|
Komentarzy:
8
|
|
Wszystkiego najlepszego w 2012r.! Z serca, nie z kartki!
31 grudzień 2011
|

Rok 2011 to symbol wpadek i kompromitacji Polskiego Związku Piłki Nożnej, ale i sukcesów krajowego futbolu – głównie w wymiarze klubowym. To 365 dni, podczas których T-Mobile Ekstraklasa zyskała takich piłkarzy jak: Ljuboja, czy Melikson i po raz pierwszy od 42l będziemy mieć na wiosnę dwa kluby w europejskich pucharach. To także czas, w którym byliśmy kilka sekund od historycznego sukcesu, pokonania Reprezentacji Niemiec.
Gdy Jagiellonia przegrała spotkanie w I rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej z Irtyszem Pawłodar, wszyscy myśleliśmy, że będzie to początek upadku polskiej piłki. Później było już tylko znacznie lepiej. Mistrz Polski uporał się ze Skonto Ryga i Litexem Łowecz i po raz pierwszy w historii reformy Platiniego, dotarliśmy do fazy play-off Ligi Mistrzów. Niestety Apoel okazał się za mocny i nie pozostawił Wiśle złudzeń. W tym samym czasie Legia zdołała wyeliminować dwa potężne europejskie kluby: Gaziantepspor oraz Spartak Moskwa. Śląsk natomiast wyeliminował Dundee United oraz Lokomotiv Sofia. Za mocny okazał się dopiero Rapid Bukareszt. Faza grupowa to udane w końcowym rezultacie podboje „drugiej ligi Europy” przez Wisłę i Legię, skutkiem, czego na wiosnę, zobaczymy je w fazie pucharowej. Zanotowaliśmy także awans w rankigu UEFA o cztery pozycje!
O nowej jakości w polskiej piłce świadczą takie nazwiska, jak: Ljuboja, Iliev, Melikson, Jaliens (mimo że rundę jesienną miał katastrofalną, to jednak przed laty, człowiek – instytucja w holenderskiej piłce) Jestem za mało krytyczny? Skąd. Nawet umieściłbym Kew w anty-jedenastce sezonu. Po prostu twierdzę, że nikt w Wiśle się nie spodziewał, że człowiek z takim nazwiskiem i dorobkiem, będzie tak wypalony mentalnie i sportowo.
W piłce reprezentacyjnej bywało różnie. Przeżywaliśmy chwile zażenowania po spotkaniu z Litwą, ale i chwile radości, po historycznych bramkach i remisie z Niemcami. Później Kadra utwierdziła nas tylko w przekonaniu, że jeszcze dla niej za wcześnie, by wygrać z rywalem pokroju wielkiego turnieju. Mecze z Grecją (0:0), Francją (0:1) i z Włochami (0:2) zdają się tylko tę tezę potwierdzać.
Jedynie PZPN, jak kompromitował się przez lata, tak nie oszczędził nas w 2011r. Skandal z orzełkiem, nieporozumienie z Meliksonem, afera taśmowa, popisy języka angielskiego Pana Grzegorza, wybryki Zdzisława Kręciny i wiele innych grzechów i grzeszków, najbardziej znienawidzonej w Polsce instytucji. Na koniec ten najzabawniejszy wybryk PR-owców i czytanie życzeń przez Prezesa, intonowane, na ogłoszenie stanu wojennego w 1981r. Jaki będzie nadchodzący rok? Czy „syndrom Korei” – trzy mecze, z czego ostatni o honor, czy też historyczny sukces i ćwierćfinał z udziałem Biało-Czerwonych? Czy któraś z naszych drużyn awansuje do 1/8 finału LE? Czy doczekamy się wreszcie polskiego zespołu w Lidze Mistrzów? Wszystkiego najlepszego w 2012r! Z serca, nie z kartki!
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Jeżeli nie Lewandowski, to. . .?
28 grudzień 2011
|
|
„Możemy nie strzelić bramki na Euro” – odparł Wojciech Kowalczyk w ostatnim, świątecznym odcinku „Cafe Futbol”. Faktem jest i trzeba to wyraźnie podkreślić, że Robert odstaje poziomem od całej reszty potencjalnych kandydatów do gry w napadzie Reprezentacji Polski. W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”, Selekcjoner ujawnił swoje potencjalne wybory (prawdopodobne ustawienie taktycznie: 4-2-3-1) Oto moja ściąga dla Franciszka Smudy:
Paweł Brożek
28l.
W Trabzonie nie błyszczy. Eufemistycznie rzecz ujmując. Jednak bramki strzelać potrafi. Przekonywał o tym kibiców, grając w Ekstraklasie. Rozegrał świetne mecze z Argentyną i Niemcami. Widać na boisku chemię między nim, a „Lewym” Zasmakował występów w Lidze Mistrzów, zdobył doświadczenie. Szybki, niezły technicznie, gorzej z wykończeniem akcji. Skutek niskiej ilości meczów w podstawowej jedenastce wicemistrza Turcji. Myślę, że przy maksymalnej koncentracji byłby w stanie rozegrać dobre mecze na Mistrzostwach Europy.
Ireneusz Jeleń
30l.
Onegdaj był nawet szybszy od Odonkora. Tylko, że to był rok 2006. Teraz to niestety czasy przewlekłych chorób i kontuzji. W Lille OSC wystąpił przez pół roku w siedmiu meczach, strzelając dwie bramki. Słabo… Duże ryzyko wypadnięcia z kadry, silna podatność na kontuzje.
Maor Melikson
27l.
Piłkarz odstający poziomem od całej polskiej ligi. Nominalny pomocnik, ale widziałbym go w ataku. Przymierzany przez Wojciecha Kowalczyk nawet do Barcelony. Promowany do kadry przez Zbigniewa Bońka. Jedyny problem jest taki, że indoktrynowany przez Dudu Dawana Wiślak, nie był w stanie podjąć decyzji. Zdewastowany psychicznie nie wytrzymał presji i zawiesił chęć gry, tak w Reprezentacji Izraela, jak i Reprezentacji Polski. Czy nic się nie da zrobić Panie Lato i Panie Smugo? Na pewno? Zawsze się da – kwestia odpowiedniego podejścia, którego wam brakowało przez lata.
Tomasz Frankowski
37l.
Trener Napastników Reprezentacji Polski i Król Strzelców Ekstraklasy w zeszłym sezonie. Obecnie trzyma się w czołówce (9 bramek), co daje mu drugą lokatę (razem z Bitonem) Dla mnie pewniak na Euro 2012. Tempo meczów będzie ogromne, ale instynkt strzelecki pozostaje na lata. „Franek” po prostu umie strzelać, jest niezwykle skuteczny i tego się nie zapomina. Nota bene świetnie by się sprawdził jako zmiennik.
Jakub Świerczok
21l.
Pewnie czytając to nazwisko, wielu z Was zastanawia się, czy nie za szybko? Ba! Czy wręcz ekspresowo? Chciałbym nawiązać do wypowiedzi Smudy, który mówił coś o planie pozostawienia swego wkładu, dla następcy, czyli odmłodzeniu kadry – szeroko rozumianym. Nie wiem, na ile tego typu wypowiedzi można traktować poważnie, wszak Selekcjoner przyzwyczaił nas do tego, że sam się z własnym zdaniem nie zgadza. Dlaczego nie wziąć tego młodego chłopaka, by oswoił się z wielką imprezą, zdobył cenne doświadczenie, poczuł ten niepowtarzalny klimat. Fakty na dziś są takie- Świerczok był Królem Strzelców I Ligi i wszystko wskazuje na to, że już jutro podpisze kontrakt z FC Kaiserslautern. Kolejny Polak w Bundeslidze? Tak! Na 3,5r. Brzmi prestiżowo i poważnie, jak na ten wiek…
Artur Sobiech
21l.
Analogiczna sytuacja. Młodość, szybkość, zdrowie, dynamika i brak kalkulacji. 15 grudnia w meczu LE z Worskłą Połtawą zdobył debiutancką bramkę w barwach hanowerskiego klubu. Taka nasza rzeczywistość, że musimy docenić również takie sukcesy….
Dwie ostatnie kandydatury mogą wydawać się zaskakujące. Jednak bardziej mnie przekonują, niż „wpychanie na siłę” do kadry, napastnika Zagłębia Lubin, Arkadiusza Woźniaka. Tak, tak, przez wspomnianego już Wojciecha Kowalczyka…
|
|
Komentarzy:
14
|
|
O dwóch takich, co mają uzdrowić Jagiellonię!
23 grudzień 2011
|
Z uśmiechem, ale nieco ironicznym przyjąłem informację o tym, że Tomasz Hajto i Piotr Świerczewski mają poprowadzić Jagiellonię Białystok! Obu Panów lubię i szanuję, obaj byli gwiazdami w swoich klubach i Reprezentacji Polski. Jednak praca trenera, to coś znacznie trudniejszego! Niespełna rok temu w programie „Cafe Futbol”, „Świr” wyznał: ”Po powrocie do Polski „przebierałem się za piłkarza”. Czy będzie w stanie zaangażować się w swą pracę na poważnie? Tymczasem Tomasz Hajto jak do tej pory trenował jedynie A- Klasowy LUKS Gomunice.
„Gianni” zawsze był charakterny. Miał swoje zdanie, które bez ogródek wygłaszał, czy to komuś się podobało, czy też nie. Potrafił wstrząsnąć szatnią, sędzią, dziennikarzami, czy też Polskim Związkiem Piłki Nożnej, gdy wygłosił publicznie wypowiedź Dyr. Euro 2012, Adama Olkowicza. Został za to wezwany przed Komisję Dyscyplinarną, jednak się nie ugiął. Piękna kariera za nim – klubowa i reprezentacyjna. Zdobył też tytuł wicemistrza Niemiec oraz tytuł najlepszego piłkarza Schalke w Lidze Mistrzów. Wraz z Tomaszem Wałdochem stworzyli jedną z najlepszych formacji obronnych w Bundeslidze.
Z kolei Piotr Świerczewski błyszczał we Francji, gdzie w Marsylii, był nawet kapitanem. W swojej karierze zdobywał wicemistrzostwo olimpijskie w Barcelonie 1992, Puchar Intertoto w 1997 jako zawodnik SC Bastia, 4 razy Puchar Polski (w sezonach 1990/1991, 1992/1993 w barwach GKS-u Katowice, 2003/2004 w barwach Lecha Poznań oraz 2006/2007 w barwach Dyskobolii), 2 razy Superpuchar Polski (w sezonie 1991/1992 w barwach GKS Katowice oraz w 2003/2004 w barwach Lecha Poznań).
Obaj staną przed nowym wyzwaniem. Doświadczenie w zawodzie trenera mają znikome. „Świr” prowadził tylko Znicza Pruszków, a już zapowiada, objęcie w bliższej perspektywie Reprezentacji Polski. Tak bliskiej, że padł termin, przed Euro 2012. Chciałoby się rzecz – Panowie, litości! Z czym do ludzi? Zawód Selekcjonera, to coś więcej, niż praca piłkarza. Wymaga większego zaangażowania, czasu, umiejętności psychologicznych – oddziaływania na odmienne charaktery, znajomości techniki, taktyki i wielu, wielu innych współczynników!
Historia polskiej piłki pokazywała, że byli wybitni piłkarze i znakomici trenerzy (Kasperczak, Janas), ale także świetni piłkarze i żadni szkoleniowcy (Boniek). Na dobrej drodze jest Michał Probierz. Wierzę, że za parę(naście) lat będzie mu dane poprowadzić jakąś reprezentację narodową.
Szczerze martwi mnie, że T-Mobile Ekstraklasa pozwala na takie eksperymenty - możliwość uczenia się fachu trenerskiego, przez byłą gwiazdę Barcelony, Jose Marii Bakero, czy analogiczną sytuację, w przypadku „Świra” i „Gianniego”. Jeżeli dodać do tego, że Koronę Króla Strzelców zdobył w zeszłym sezonie 36-letni wtedy Tomasz Frankowski, to coś tu jednak jest nie tak...
Wojciech Łazarek stawia sprawę jasno. Jego zdaniem cała dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo przepisy licencyjne są bezwzględne i nie umożliwiają Hajcie poprowadzenia klubu najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce (brak licencji UEFA Pro) Zobaczymy, jak rozwinie się sprawa… Niemniej powodzenia Panowie!
|
|
Komentarzy:
18
|
|
Cudowne sekundy, które zmieniły wszystko!
17 grudzień 2011
|
Długo się zastanawiałem, jaki wybrać tytuł: „cud nad Wisłą”, „cud nad Tamizą”, „duńska niespodzianka”, „szok”, „sensacja”? Myślę jednak, że warto nade wszystko podkreślić ogromny zastrzyk, jaki klub w związku z tym sukcesem otrzymał. Wygrana nad Twente 2:1 i remis wyrwany przez Duńczyków Fulham Londyn, w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry, zmienił niemal wszystko! Oto korzyści w formie syntetycznego wyliczenia:
1. Wiara w cuda. Jakże rzadko zdarza się, że splot tylu zaskakujących zdarzeń, może doprowadzić do sytuacji, o której marzyli wszyscy fani „Białej Gwiazdy” w Polsce. Najpierw wygrana z Odense i wpadka Anglików z Twente w ostatnich sekundach, następnie wygrana Wisły z Holendrami i sen, marzenie – które ziściło się w piłce meczowej Odense.
2. Zadośćuczynienie kibicom za niepowodzenia w T-Mobile Ekstraklasie: przegrane mecze z Legią, Cracovią, Górnikiem i Polonią Warszawa.
3. Problem frekwencyjny. Mimo polemicznej atrakcyjności rywala z Belgii, w 1/16 finału LE, stadion powinien się zapełnić w całości. To kolejna lawina gotówki dla klubu!
4. Największy sukces piłkarski od 2003r., gdy Wisła, prowadzona przez Henryka Kasperczaka zaszła do 1/8 finału Pucharu UEFA.
5. Zastrzyk pieniężny. Wisła zarobiła za ten sezon łącznie:
2,1 mln euro - za eliminacje Ligi Mistrzów
640 tys. euro – za awans do fazy grupowej Ligi Euroy
360 tys. euro – za rozegranie sześciu spotkań w fazie grupowej
140 tys euro – za wygraną z Fulham
140 tys euro – za wygraną z Twente
140 tys euro – za wygraną z Odense
200 tys. euro – za awans do 1/16 finału
800 tys. euro – klauzula sprzedaży Kalu Uche
+ wpływy z biletów
+ zyski za mecz 1/16
6. Szansa dla Kazimierza Moskala. Wierzę, że Bogusław Cupiał spełni życzenie kibiców, którzy skandowali – „Moskal Kazimierz, nie rusz Kazika bo zginiesz” i w nagrodę za sukces, pozwoli mu na kontynuację pracy w Wiśle!
7. To także zwycięstwo Stana Valckxa i Roberta Maaskanta, którzy tę Wisłę zbudowali, zdobyli Mistrzostwo i zapewnili awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej!
8. Po raz pierwszy od 42 lat mamy na wiosnę w europejskich pucharach, dwa polskie kluby!
9. Promocja dla klubu, gdyż mecz był transmitowany w kanale otwartym, w TV4.
10. Potwierdzenie przeświadczenia, że futbol to gra nieobliczalna i w tym tkwi jego piękno!
11. Suma pecha i szczęścia w futbolu jest równa zero. Ileż to razy można było narzekać, że Wiśle zabrakło do sukcesu parę minut, czy zawinił sędzia. Dziś Jan Los, Zenon Szczęscie i Jadwiga Fart byli po naszej stronie!
|
|
Komentarzy:
2
|
|
Maciej Skorża trenerem roku według tygodnika „Piłka Nożna”!
12 grudzień 2011
|
Prawdę mówiąc, to jedyny wybór, który pokrywa się z moimi poglądami. Nie rozumiem braku nagród dla Wojciecha Szczęsnego, Daniela Ljuboji, Artjomsa Rudnevsa, czy też braku nominacji dla Davida Bitona. Czego, by jednak nie powiedzieć o Panu Macieju – to na tę nagrodę zasłużył!
Skorża długo był w cieniu Maaskanta. Wojciech Kowalczyk, znany z chamskich i zbyt szybkich sądów, chciał go nawet – powiedzmy eufemistycznie, zwolnić dyscyplinarnie... Jednocześnie jak na bardzo obiektywnego krytyka przystało, lansował publicznie ówczesnego trenera Wisły, Roberta Maaskanta. Pan Robet na szacunek zasługuje, bez dwóch zdań. Zawsze go będę miło wspominał, jednak trzeba obiektywnie spojrzeć – w jakim miejscu jest teraz Holender, a w jakim Maciej Skorża? Ten pierwszy zabrał rower i wrócił do ojczyzny, natomiast drugi walczy dalej w Lidze Europejskiej!
Szkoleniowiec Legii najpierw wyeliminował Gaziantepspor, drużynę bez dwóch zdań bogatszą – faworyta tamtej konfrontacji. Następnie w pięknym, niemal mitycznym dla kibiców stylu, odprawił z kwitkiem potęgę rosyjskiej piłki, Spartaka Moskwa. Kolejna sekwencja zdarzeń, to zapewnienie sobie awansu do 1/16 finału LE i punktowanie w tabeli T-Mobile Ekstraklasy (pozycja wicelidera po rundzie jesiennej). Legia jest teraz silniejsza, niż kiedykolwiek dotychczas. Mateusz Borek porównał „Wojskowych” do formy Lecha przed rokiem. Ja pragnę przypomnieć, jak spisywał się „Kolejorz” w lidze. Zdziesiątkowany, osłabiony, zdewastowany, przez długi okres czasu okupywał dolne rejony tabeli. Kosztowało to posadę Jacka Zielińskiego.
Zachowanie ciągłości pracy trenerskiej przyniosło oczekiwany efekt. Pytanie, ile w tym szczęścia, ale ile pragmatyzmu działaczy? Trafione transfery (Ljuboja, Żewłakow) i mieszanka rutyny oraz młodości zadecydowały o dużym, jak na polskie warunki sukcesie. Szczerze zastanawiam się, czy Legię stać na awans do 1/8. Wiele będzie zależeć od rywala i stylu, jaki prezentuje. Nie chcę umniejszać zasług Skorży, ale styl Spartaka Moskwa ewidentnie warszawiakom pasował. Co w przypadku, gdy wylosują Manchester? United, czy nawet, a może aż – City…
Gdy na Gali tygodnika „Piłka Nożna” ogłaszano zwycięzcę plebiscytu na trenera roku, Bożydar Iwanow, przekornie spytał „polskiego Mourihno”, o to - czy kiedy laureta obwieszczał, Szef Sportu Polsatu, Marian Kmita, to nie spodziewał się on przypadkiem triumfu Oresta Lenczyka? Iwanow zapytał także o wizytę w Cafe Futbol (wieść głosi, że osoba Wojciecha Kowalczyka w studiu nie jest przekonującym argumentem) Maciek Skorża ze spokojem przyznał, że zaproszenie przyjmie, jak tylko nie będzie odbywał wtedy treningu. Spokojny, odprężony, z wysoką podniesioną głową, mógł opuścić piedestał. Oby tak spokojni byli jego piłkarze w 1/16 Ligi Europejskiej…
|
|
Komentarzy:
3
|
|
Nadmierne zdenerwowanie to nie przypadek!
11 grudzień 2011
|
Dziś będzie tylko zdjęcie. Uzupełnienie piątkowego tekstu. Przeanalizowałem sytuację z Draganem i jestem niemal pewny, że celem/obiektem ataku nie była piłka, a skroń Wiślaka. Wystarczy zwrócić uwagę na to, jak skierowane jest czoło "Polonisty". Zdjęcię dedykuję tym wszystkim, którzy uważają, że jestem przewrażliwiony, tudzież nadmiernie ekspresyjnie podchodzę do piłki nożnej. Poziom sędziowania w tym spotakniu można określić jednym mianem - żenujący!
|
|
Komentarzy:
4
|
|
Szybkie pomeczowe ekspresje: Wisła – Polonia 0:1, czyli tracimy szansę na obronę tytułu
10 grudzień 2011
|

Brak słów by wyrazić ból kibica, (który nic w życiu nie ma) poza pasją, a musi oglądać mecz, w którym jedenastu dorosłych ludzi, (którzy mają wszystko) nie robią zbyt wiele, żeby strzelić bramkę i wygrać mecz. Nie bez powodu, mówiło się przed tym spotkaniem, że jest ono kluczowe dla sekwencji zdarzeń w drodze do Mistrzostwa Polski. Oczywiście za wcześnie na kalkulacje, bowiem życie uczy, że futbol jest nieprzewidywalny, ale dzisiaj Wisła Kraków straciła szansę na obronę tytułu. Już w niedzielę Śląsk Wrocław może odskoczyć na 10 punktów!
Gdy zobaczyłem skład „Białej Gwiazdy”, jaki wybiegnie na murawę w piątkowy wieczór, byłem przekonany, że zwycięstwo, to wbrew pozorom, tylko formalność. Melikson, Biton, Małecki, Iliev, Nunez – te nazwiska, przekonały mnie, że warto było zainwestować u bukmachera trochę gotówki. Jak się okazało, nie była to trafiona inwestycja. Początek meczu i dramat na murawie. Z jednym z rywali zderzył się Dragan Paljić, stracił przytomność i bezwładnie upadł na boisko. Do obrońcy natychmiast podbiegli koledzy z zespołu i energicznie zaczęli wzywać lekarzy. Na murawie pojawiła się karetka i piłkarz musiał zostać zabrany do szpitala. Pierwsze badania nie wykazały jednak poważniejszych kłopotów, a Paljić ma rozciętą wargę i wstrząs mózgu. Oczywiście teraz wszystkich zaszokuję – w mojej opinii powinna być czerwona kartka dla zawodnika Polonii. A contrario, można to argumentować tym, że walczył o piłkę w powietrzu, ale dla mnie nie było w tym zagraniu przypadku. „Czarne koszule” w całym spotkaniu zaserwowały „Teatr Brutalności” Sędzia oczywiście nie raczył sięgnąć do kieszeni. Tak samo, jak wtedy, kiedy nie raczył pokazać czerwonej kartki, gdy jeden z zawodników Polonii uderzył łokciem (bez piłki) Wiślaka, czy znowuż kopnął Maora Meliksona w brzuch. „Żółtko” otrzymał za to Czarek Wilk, za czysty wślizg do piłki. Gdy w drugiej połowie, w identycznej sytuacji znalazł się Junior Diaz, wówczas sędzia się nie zastanawiał i pokazał czerwoną kartkę. W końcu uderzenie łokciem bez piłki! Poziom sędziowania uważam za żenujący i uwłaczający intelektowi pijanego osła, ale też trzeba przyznać szczerze, że Wisła zagrała słabo. Za dużo było holowania piłki, indywidualnych zrywów, a za mało gry zespołowej, szybkich podań na połowie rywala. Brak zamysłu ataku pozycyjnego, brak wypracowanych schematów, marazm, stagnacja i widoczna niechęć z wykonywanego zawodu. Można było zaobserwować wyraźne zmęczenie sezonem – psychiczne i fizyczne. Trener Moskal, gdy Wisła przegrywała mógł wpuścić Genkova i przejść na system, z dwoma napastnikami. Mógł, ale z tej możliwości nie skorzystał. Końcówka spotkania, to frazeologiczne „walenie głową w mur” Koniec! Wisła dziś najprawdopodobniej straciła szansę na obronę tytułu mistrzowskiego. Serce pęka kibicowi…
|
|
Komentarzy:
9
|
|
Pavel Hapal, czyli „Kariera Nikodema Dyzmy” w czeskim wydaniu?
08 grudzień 2011
|
Jaką radość można było usłyszeć w mediach, gdy 42-letni czeski trener obejmował posadę szkoleniowca Zagłębia. „Liga Mistrzów” zawitała do Lubina” – to najczęściej pojawiające się w prasie i telewizji frazy. Tymczasem prawda brutalnie zweryfikowała nadzieje. Dotychczasowy bilans Czecha jest żenujący: tylko trzy punkty i stosunek bramek 3:16. Szok!
Hapal swą sławę zyskał doprowadzając w 2010r. Žilinę do wywalczenia mistrzostwa Słowacji, a jesienią do udziału w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Warto też przypomnieć, że występy w grupie Słowacy zakończyli na ostatnim miejscu, nie zdobywając nawet punktu (bilans bramek: 3-19). Žilina to archetypiczny wręcz przykład na to, że reformę Platiniego należy wykorzystać bez skrupułów. Biedny słowacki klub zrobił wszystko, co mógł i rzutem na taśmę awansował do LM, zarobił kilka milionów euro, jednak same rozgrywki grupowe, to był dla nich za wysoki próg. Zdecydowanie. Pokazał to styl i pokazały liczby! Jak przystało na najbardziej prestiżowe rozgrywki na świecie, sukces rozsławił trenera, o którym stało się głośno w całej Europie. Myślę, że nieco na wyrost.
Jestem zwolennikiem zagranicznych trenerów w polskiej piłce, bo wnoszą nową jakość, której tak brakowało przez lata. Leo Beenhakker wprowadził Polskę po raz pierwszy w historii do Mistrzostw Europy, Robert Maaskant zdobył z Wisłą Mistrzostwo Polski i był o kilka minut od Ligi Mistrzów. Jednak nie wszystko, co przychodzi z zagranicy, zwiastuje „wiatr zmian”, niczym w piosence Scorpionsów. Przykład temu daje chociażby casus szkoleniowca Lecha Poznań, Jose Marii Bakero. Bask to mądry człowiek, ale od początku pracy targały nim wątpliwości. Najpierw przegrał „wygrany” mecz z Bragą i nie podniósł w lidze rozbitego zespołu. Włodarze Lecha wyrazili wobec niego pełne poparcie. Skutek? Lech już praktycznie nie liczy się w walce o tytuł mistrzowski sezonu 2011/2012. W sumie żal mi trochę kibiców tych klubów, bo ich trenerzy mówią nam, co słuszne, dobre i właściwe, traktują z góry, jak Bogowie, ale dają żadnych argumentów żeby im ufać. Hapal jest tego niestety przykładem.
O ile „Don Leo” i Robert Maaskant mieli klasę, punktowali wady polskiego futbolu, ale nie można im było odmówić racji, o tyle były trener Žiliny krąży wokół prawdy, której najwyraźniej nie zna.
-Zespół jest zupełnie rozbity psychicznie i mentalnie. Sytuacja jest ciężka, bo jeszcze nigdy nie miałem z czymś takim do czynienia. Potrzeba nam odnowienia mentalnego i przywrócenia wiary we własne możliwości, bo potencjał piłkarski drużyny jest ogromny - mówi trener Zagłębia Lubin, Pavel Hapal.
A ja pytam przekornie, kto do takiej sytuacji doprowadził? Jan Urban? Chyba jednak nie do końca. Przyszedł nowy trener, który miał wprowadzić świeżości, powiew jakości i nowoczesnego futbolu. Tymczasem bliski jest upadku – sportowego, mentalnego i wizerunkowego, bo przy takiej postawie sportowej swojego zespołu, może doprowadzić do spadku z T-Mobile Ekstraklasy… Pavel Hapal – Nikodemem Dyzmą czeskiej piłki?
|
|
Komentarzy:
5
|
|
Grupa marzeń, śmierci? Z udziałem Reprezentacji Polski? Litości...
02 grudzień 2011
|
Dziś przedstawiam swoją „grupę śmierci” i zapraszam Państwa do komentowania oraz wpisywania swoich propozycji!
Branżowa definicja tej nazwy określa nic innego jak oznaczenie sytuacji, w której uczestnicy turnieju lub jego etapu rozgrywanego systemem grupowym (ligowym) prezentują podobny (!), wysoki poziom(!) i każdy z nich może być upatrywany w roli faworyta grupy. Pomimo tego, zgodnie z regulaminem część z nich będzie musiała odpaść z rozgrywek na tym etapie i stąd właśnie pochodzi owa nazwa. Taktem milczenia pomijam wyrównany poziom czterech zespołów, w kontekście udziału Polski.
Grupy marzeń nie przedstawiam, bo twierdzę (i to już nie cynizm, a najprawdziwsza z prawd), że każdy z 15 zespołów występujących na tym turnieju jest lepszy od Reprezentacji Polski – tak w przygotowaniu fizycznym (na chwilę obecną), jak w uwalnianiu się spod pressingu, grze „na jeden kontakt”, kreatywności w ataku i wielu innych współczynników. Fakt, że jesteśmy losowani z pierwszego koszyka, to wielki ukłon ze strony UEFA w stronę państw-gospodarzy. Kto oglądał baraże z udziałem Irlandii i chce trafić na ten zespół podczas Turnieju Euro 2012 jest - i tu prosze wybaczyć arogancję - niepoprawnym optymistą!
"Chyba każdy o zdrowych zmysłach dostrzeże różnicę w zestawie rywali: Hiszpania, Anglia i Portugalia bądź Polska, Rosja i Chorwacja "- zaznaczył irlandzki dziennikarz Dave Kelly rozprawiając o szansach jego drużyny na Euro 2012. W podobnym tonie o "Biało-Czerwonych" wypowiada się dziennik "Le Figaro", szwedzki piłkarz Ola Toivonen oraz obrońca Reprezentacji Rosji Aleksej Bierezucki. Ci dżentelmeni (jak mawiał niezapomniany Jan Ciszewski) nawet nie silili się na kurtuazje i prawienie komplementów w iście holenderskim stylu . Dlatego z przymrużeniem oka podchodzę do wiadomości dnia o "grupie marzeń" z udziałem Polski. Zapraszam Was do typowania! Jutro poznamy prawdę! Poniżej moja grupa „śmierci”:
GRUPA A
POLSKA
NIEMCY
SZWECJA
FRANCJA |
|
Komentarzy:
10
|
|
Czy Lato poradzi sobie bez Kręciny?
01 grudzień 2011
|
Po blisko 28 latach pracy w strukturach Polskiego Związku Piłki Nożnej, posadę stracił dotychczasowy sekretarz - Zdzisław Kręcina. Dla mnie to efekt sytuacji szachowej, w jakiej znalazł się Grzegorz Lato.
Prezes PZPN wyznał przed kamerami, w typowym dla siebie, pełnym arogancji stylu:
-Na prośbę sekretarza generalnego, a także mój wniosek Zdzisław Kręcina został odwołany. Z dniem 31 listopada, to znaczy 30 listopada przestał pełnić swoją funkcję decyzją zarządu. Na dzisiaj tyle komentarzy na ten temat i nic więcej nie powiem. Czemu jestem zdenerwowany? Nie jestem wcale zdenerwowany - powiedział Grzegorz Lato.
Pierwszą informacja, jaką podały media była odmienna, od tej ostatecznej. Można było odnieść wrażenie, że Kręcina ocalał. Jeszcze nie wiadomo dokładnie, co spowodowało zmianę planów. Wielka w tym rola mec. Jacka Masioty. Zdołał przekonać do swych racji większość członków zarządu! Kręcinę odwołano w tajnym głosowaniu, którego wynik jest miażdżący dla Laty i byłego już sekretarza: 12 głosów za odwołaniem i tylko pięć przeciw.
Zdzisław Kręcina trwał w polskim futbolu przez blisko 28 lat. Nie straszni mu byli kuratorzy, nie straszne wybryki obyczajowe na pokładach samolotu. Został odwołany na skutek „taśm prawdy” ujawnionych przez Grzegorza Kulikowskiego. „Buldogi gryzą się pod dywanem” – stwierdził jeden z dziennikarzy TVP INFO. Trafił w sedno. Jak to świadczy o związku, że po tak długim okresie czasu, opinia publiczna zostaje poinformowana o knajackiej, dwuznacznej rozmowie? Jak to świadczy o związku, że ktoś jest zmuszony kogoś nagrywać? Myślę, że gdyby nie chęć zemsty i prywatne emocjonalne zależności, nigdy nie poznalibyśmy prawdy. Jedno należy jeszcze podkreślić. Bardzo osłabła pozycja Grzegorza Laty. Z wielu względów. Ciekawe pytanie postawił Roman Kołtoń. Jak Lato (twarz związku) poradzi sobie bez dotychczasowego sekretarza, który pełnił rolę menedżera przez tyle lat? Ja myślę, że ucierpi na tym sam Prezes PZPN, który jest zwyczajnie niekompetentny. Namawiany przez Masiotę do ustąpienia z urzędu, nie chciał z tej opcji skorzystać. A jego wizerunek i kadencja wyglądają żenująco. Czy to początek końca?
|
|
Komentarzy:
4
|
|
Szybkie Pomeczowe ekspresje: Śląsk Wrocław 0 -1 Wisła Kraków
26 listopad 2011
|
|
Wbrew pozorom i tego, co się dzieje, nie będzie dziś o aferze korupcyjnej w PZPN-ie, bo to zwykła rutyna. Bardziej zdziwił mnie Pan Trener Orest Lenczyk, a konkretnie jego wypowiedź po porażce z Wisłą, 0:1.
Prawdę mówiąc myślałem, że to dżentelmen, człowiek z klasą, który potrafi pogratulować zwycięstwa, przyznać, że jego drużyna zagrała słabiej. Bo zagrała…. Jedynym pomysłem na upokorzenie Wisły były prostopadłe podania, które bezbłędnie odczytywał Michał Czekaj. Kiedy formacja defensywna Wisły (o dziwo) przemieszczała się po łuku, wtedy Śląsk stracił zupełnie koncept na grę, zaczął uderzać z dystansu…ale „Panu Bogu w okno” „Biała Gwiazda” formowała atak pozycyjny, grając częstokroć na jeden kontakt. Długo brakowało ostatniego podania, które otworzyłoby drogę do bramki. Momentami problem z dokładnością (Lamey), zachowaniem pionu (Boguski i jego korki). Jednak gra mogła się podobać, nie zachwycić, ale zauroczyć – na tle mizerii i nędzy w meczach z Cracovią, Podbeskidziem, czy Górnikiem. W drugiej połowie lewą stroną zaszarżował Nunez, który czując, że jest pociągany przez rywala, wdarł się w pole karne i upadł na murawę. Sędzia wskazał na jedenasty metr. Sprytnie wywalczony przez Argentyńczyka, ale absolutnie sprawiedliwy i zasłużony. Rzut karny na bramkę zamienił Rafał Boguski. Później Wisła oddała pole gry. Dekoncentracja i przejęcie inicjatywy przez Pol… Śląsk, który nie wykorzystał dwóch stuprocentowych sytuacji. Przez własną niedokładność i dlatego, że dobry dzień miał Siergiej Pareiko. Tak jak w zeszłym sezonie, gdzie w pięknym stylu ratował Wisłę z opresji. A Pan Lenczyk? Zrzuca winę za porażkę na sędziego, czynniki zewnętrzne, niezasłużony karny. Mało tego. Coach poszedł jeszcze dalej - uważal, że drużyna z Krakowa nie zasłużyła na zwycięstwo. Szok! Śląsk zagrał słabiej Trenerze! A Wisła się podniosła i wróciła do gry, mimo że nie zagrała wielkiej piłki. Ot średni mecz, ale o klasę lepszy od poprzednich. Bo wiele gorzej już być nie mogło. "Porażki należy przyjmować z godnośćią" - to słowa Pana młodszego kolegi, Michała Probierza, które warto sobie wziąć do serca. "Polski Guardiola" przegrał niezasłużenie, a jednak nie komentował decyzji sędziego...
|
|
Komentarzy:
4
|
|
Zaproszenie
24 listopad 2011
|
|
|
Komentarzy:
0
|
|
W kręgu cytatów słynnych artystów.
24 listopad 2011
|
|
Kontynuując swój pomysł (o nawiązywaniu do słynnych pisarzy), dziś - Krzysztofowi Stanowskiemu, który na swym śmiesznym portalu "Weszło" raczył nam serwować przez lata sporą dozę kłamstwa, hipokryzji, knajactwa i niesprawiedliwych inwektyw, częstokroć mijających się z prawdą - dedykuję fraszkę Juliana Tuwima:
‘Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet pies cię jebał,
bo to mezalians byłby dla psa.’
Marcin Szymański |
|
Komentarzy:
9
|
|
| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
| O mnie |
 |
| wislak2005 |
|
Szczecin |
| Słówko o mnie |
| student III roku prawa,
pasjonat piłki nożnej i dziennikarstwa sportowego
"bo człowiek bez pasji jest jak inwalida drugiej grupy(...)" |
| Zobacz mój profil |
|
Księga gości
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
4453
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
350
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
2
|
|
|